Dawno nic nie pisałam. To dlatego, że się uczyłam. No, może nie aż tak bardzo, ale trochę tak. To dlatego, że złożyłam dokumenty na komisję akredytacyjną Lwowskiej Rady Obwodowej, która wydaje licencje na działalność przewodnicką. 

Nie powiem, że trochę nie byłam w stresie, bo nie wiedziałam, jak zostanie przyjęte moje polskie obywatelstwo, pewnie wcześniej takich wypadków nie było, żeby ktoś taki jak ja starał się o licencję. Andrij mnie uprzedzil też, że na przesłuchaniu na pewno padnie pytanie o Banderę, bo wszystkich Polaków o to pytają. Byli też tacy, co na tym polegli. No i słusznie, wypada wiedzieć choć, kto to był. 

Mama przyniosła mi broszurkę, którą rozpowszechniali bezpłatnie w zakładach oświatowych –  „Stepan Bandra – lekcja do stulecia”. 16 stron, przeczytałam. Oczywiście wszystko w różowych barwach. Niezbyt mi się podobała, ale trochę można się bylo nauczyć. „Wystarczy, że powiesz, że był wielkim synem ukraińskiego narodu” – no, takie słowa to by mi jednak przez gardło nie przeszły… „kiedyś też musieliśmy wszyscy chwalić partię komunistyczną…”. W każdym razie podszkoliłam się na tyle, żeby dać neutralną wypowiedź z punktu widzenia historycznego. W tym roku zresztą przypada podwójna rocznica – hucznie świętowana we Lwowie – setna urodzin Bandery i 80-ta utworzenia Organizacji Ukrainskich Nacjonalistów. W niedzielę u rodziców oglądaliśmy program telewizyjny na jego temat – o dziwo wcale nie w pochwalnym stylu, wypowiadało się kilku miejscowych historyków, w tym J. Hrycak, który powiedział na koniec fajną rzecz – że większość tego, co wiemy o Banderze, to tylko mit, który narósł wokół jego postaci. A z mitami bardzo ciężko jest walczyć. Jedynym sposobem walki z mitami jest poznawanie i propagowanie prawdy. Mniej więcej tak powiedział. 

We wtorek pod ratuszem miały miejsce jakieś flash-moby na tematy banderowskie, rozdawali czarno-czerwone szaliki (symbolika nacjonalistyczna) i układali na rynku napisy z ludzi. Z okazji 80-lecia powstania OUN. 

 

Prawdę mówiąc, już mnie to ani grzeje, ani ziębi.  Przeprowadziłam małe rozeznanie wśród rodziny i znajomych i okazało się, że malo kto w ogóle cokolwiek wie o Banderze. Nawet Jurik, który był u nas wczoraj. – Jak to, Jurik, ty – taki nacjonalista? – Już nie jestem nacjonalistą. Okazało się, że kiedyś był u nas, i gościła też para Polaków. Jurik trochę sobie wypiwszy zaczął swoje nacjonalistyczne wywody. Skończyło się tym, że tamci bali się z nim iść po ciemku. – Wtedy zrozumiałem, że coś ze mną nie tak. 

***

Na komisji nie pytali o Banderę. Pytali o historię Lwowa, najpierw o początki, potem o 1918 rok. „Co takiego wydarzyło się we Lwowie w 1918 roku?” No, kochani! Toście trafili! Jak zaczęłam opowiadać, o próbach dogadania się Ukraińców  z Austriakami, o tym, jak nieoczekiwanie dla Austrii zakończyła się pierwsza wojna, jakie były nastroje w różnych środowiskach ukrainskich, jakie opcje polityczne reprezentowały różne pokolenia, jak zajęli Lwów w nocy na 1 listopada – bardzo szybko mi z uśmiechem podziękowali. „Niech pani ściągnie do nas więcej swoich rodaków, którzy tak znają historię Lwowa”. 

Idę to oblać.

dodaj do notanika
otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send