Wróciłam z zebrania ...

zebranie rodziców

Wróciłam z zebrania rodziców. Powinnam chyba zacząć od tego, że za każdym razem, przejeżdżając koło szkoły nr 24, a jeździmy tamtędy często z basenu – dziękuję sobie w myślach, że zabrałam stamtąd Martę i przeniosłam ją do 10-tej szkoły. Tamta szkoła była dla nas naprawdę nieprzyjemnym obowiązkiem. Stosunki panowały w niej conajmniej dziwne. Po pierwsze, mało było dzieci z polskich rodzin, chyba jedna tylko dziewczynka. Kilka z mieszanych, a najwięcej takich, ktorzy niewiadomo skąd sie w tej szkole wzięli. Szkole z polskim językiem wykładowym. Dzieci, które przed pójściem do pierwszej klasy brały korepetycje, żeby cokolwiek rozumieć z lekcji. Kiedy Marta była w pierwszej klasie, poszli całą klasą na jesienny spacer. „- I wiesz, mama, ja szłam w parze z jedną dziewczynką, Daszą, i znalazłam taki bardzo ładny liść, i dałam jej, ale ona odpowiedziała coś, czego w ogóle nie zrozumiałam, jedno słowo tylko: spasiba„. 

Z rodzicami było podobnie, i pani Helena, która była wychowawczynią tej klasy, musiała prowadzić zebrania po ukraińsku, bo inaczej nikt nie rozumiał. Zainteresowanei życiem klasy zresztą było mierne, nawet było jedno takie zebranie, na które nie przyszła ani jedna osoba. Wśród rodziców prym wiodła pani Nela. Jako przewodnicząca komitetu rodzicielskiego działała sposobem konspiracyjnym – nigdy nic nie ogłaszała wprost – zbiórek pieniędzy na różne cele i okazje, spotkań w celu dekoracji czy sprzątania klasy (a tak, na Ukrainie robią to rodzice). Narzekała tylko i ostentacyjnie oświadczaal, że oczywiscie, na ostatnim spotkaniu była tylko ona, i pani X, bo nikt inny i tak się do niczego nie poczuwa. No i owszem, stało się to faktem. 

W nowej szkole dowiedzieliśmy się, że można inaczej – dzieci mogą brać udział w różnych konkursach – tylko w minionym półroczu było ich trzy czy cztery; dzieci w klasie mogą między sobą rozmawiać po polsku, i to wszystkie, zebrania mogą być po polsku, a nauczycielka nie musi być sztywna, a może być po prostu ludzka. Pani Helenie nie można było nic zarzucić, starała się, jak mogła, żeby lekcje były atrakcyjne, ale jej kontakty z rodzicami ograniczały się do formalnych. Z panią Ireną jest inaczej, i teraz, kiedy dotknęła ją wielka osobista tragedia, rodzice odpłacili jej troską, współczuciem i niewielką pomocą materialną.

Co do szkoły w ogóle, to nie pamiętam już, czy o tym pisałam – system ocen jest punktowy – od 1 do 12. jest to liczba punktów, które uczeń dostał za dany przedmiot, czy określoną pracę, 1 oznacza, że umie bardzo źle, 12 – wybitnie, ale każda z tych ocen zalicza. Jeśli przedmiot jest niezaliczony, wpisuje się adnotację „niezaliczony”. Co bardzo mi się podoba, a co najwyraźniej kuleje w poslkiej szkole (takie mam wrażenie po moich doświadczeniach z niektórymi wycieczkami szkolnymi) – to to, że już na początku nauki szkolnej kładzie się ogromny nacisk na przekazywanie przeczytanego tekstu własnymi słowami i pisemne streszczenia. 

Oczywiście są i ciemne strony, i nauczyciele przyjeżdżający z Polski na tak zwane Kresy, żeby tu krzewić polskość wśród biednej wynarodowionej młodzieży powinni się dwa razy zastanowić przed takim wyjazdem, czy wytrzymają to psychicznie. Wiadomo, praca z młodzieżą nie należy do łatwych, ale większą niespodzianką może być, kiedy po sprawdzeniu klasówek trzeba je zanieść do dyrektora szkoły, a ten decyduje komu i jaka ocenę wystawić, niekoniecznie zgodnie z otrzymaną punktacją. Wśród czytających są tacy, którzy mogliby niejedno na ten temat opowiedzieć, ja sama chętnie bym posłuchała. 

Pani Irena też dziś przytoczyła podobny przyklad, który dotyczył olimpiady z fizyki na jakimś regionalnym szczeblu, kiedy to wszystkie miejsca były już rozdane, wystarczyło tylko wziąć udział. Jedna z nauczycielek sprawdzających pracę przypadkiem na biurku koleżanki ropoznała po charakterze pisma pracę swojej uczennicy, ocenioną na 0 pkt. Sprawdziła ją ponownie, i okazało się, że ocena była niesłuszna, całkiem sporo punktów dziewczyna zebrała. Zupełnie jak kiedyś, że starych dobrych czasów, kiedy w szkołach odbywały się olimpiady z tańców towarzyskich. Pani Irena wraz ze swoim partnerem zajęłą pierwsze miejsce w tym konkursie. Jednak przed ogłoszeniem wyników usłyszeli: – sami rozumiecie, że jesteście z polskiej szkoły, i nie możecie dostać pierwszej nagrody, najwyżej drugą. Pierwszą dostanie Dwariec Pionierow. 

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest