epidemia, dzień 2.

Mały nie poszedł do przedszkola.
Dzwoniła mama, że ma informacje, których nie może podawać przez telefon. Tylko mamy zamknąć okna między 14. a 15., bo będą opryskwać miasto. Kto? Czym? Dlaczego w dzień, dlaczego nikt nic nie wie? – pytania bez odpowiedzi. Ja nie wierzę w teorię spiskową. Inni przypominają, że to w tym kraju wybuchł Czarnobyl. I że niewiele się od tamtego czasu zmieniło. W mentalności raczej nie.

W szkołach ogłoszono kwarantannę – dodatkowe 3 tygodnie wakacji.
Napisała na skype koleżanka z Polski – czy naprawdę sytuacja jest tak groźna? Poczytałam polskie media – epidemia, ostrzegamy przed wyjazdami na Ukrainę, groźna mutacja śmiertelnego wirusa, lekarze pracują jak na froncie, brakuje leków i maseczek. 

Napisała na skype’a druga mama – czy jesteśmy zdrowi.
– Napisz, że siedzimy w piwnicy – mąż.
Napisali jeszcze inni znajomi, którzy sobie o nas przypomnieli pod wpływem alarmujących doniesień medialnych i postanowili sprawdzić, czy jeszcze żyjemy. Żyjemy.

Dzwoniła koleżanka z informacją, żeby między 13. a 14. nie wychodzić z domu, bo będą opryskiwać miasto.

Odwołano wszystkie imprezy masowe, pozamykano kina, teatry. Możliwe, że przestaną działać restauracje. Nawołują, żeby skrócić i ograniczyć ilość niedzielnych mszy. Wczoraj nie widziałam jeszcze nikogo w maseczce. Dziś już nie ma ich w aptekach. Leków przeciwwirusowych także.

Znajomy lekarz nie panikuje. Też ma żonę w ciąży. Kobiety w ciąży są najbardziej zagrożone. Wystarczy zachować ostrożność, unikać dużych skupisk ludzi. Mówi, że można brać profilaktycznie leki antywirusowe. Ale nie ma ich nawet w Kijowie.

Żadnych nalotów nie było. Na forach internetowych pojawiły się prześmiewcze komentarze: mam sprawdzone informacje – znajomy kolegi mówił, że jego kolegi z pracy krewnego sąsiadka widziała…;
Wszystko dlatego, że nie zdążyli ludzi poistruować, że po przerowadzeniu dezynfekcji z powietrza trzeba wyjść z domu i oblizywać drzewa, ściany, ulice. W ten sposób preparat dostaje się do organizmu i walczy z grypą;
A o armatach ze specjanymi pociskami ktoś słyszał? Mówią, już kilkadziesiąt ciężkich hałubic pod Lwów ściągnęłi. Teraz zwożą pociski z tą sztuką, co ją mają rozpryskiwać. I w ogóle, zaleca się nie wychodzić na ulicę. Pociski są neinajlepszej jakości, mogą nie wystrzelić nad miastem, a spaść na ziemię. Sami rozumiecie, jakie to niebezpieczne; 


I jeszcze jeden komentarz:
W czasie wojny za sianie paniki grozi rozstrzelanie. Niedługo zaczną kamieniami rzucać w każdego, kto choćby kaszlnie. 

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest