epidemia, dzień 4

Mój mąż obudził się rano z problemami żołądkowymi i stanem podgorączkowym. Nie wiadomo, czy to grypa, ale zdążył obdzwonić znajomych chrząkając jak świnia. Teraz ma już 37,7 i śpi w osobnym pokoju.

My natomiast z dziećmi wyszliśmy z domu – na cmentarz. Ludzi mniej, niż w poprzednich latach, rzeczywiście miasto wyludnione, ale w maseczkach chodzi mało kto (może dlatego, że nie ma?) Za to miejsc do parkowania – do wyboru, do koloru! Przy bramie wisi ogłoszenie z nagłówkiem „Uwaga wirus! Uwaga wirus! Uwaga wirus!”, są numery telefonów gorących linii, więcej nie czytałam.

Podobno mają zamykać wszystkie sklepy, w których sprzedawcy nie mają maseczek. Podali też, że zmarło już czterech lekarzy. To chyba nie dlatego, że za późno zgłosili się do lekarza? Niewesoło.

Mówią, żeby nie brac tabletek przeciwko grypie, bo nie pomagają, a tylko pogarszają sprawę. A to dopiero niespodzianka? Przecież część (większość?) choruje na zwykłą grypę. Świńskiej potwierdzono dopiero kilkanaście przypadków.

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest