Najważniejszym punktem dzisiejszego dnia było nagranie wywiadu z prof. Jarosławem Hrycakiem, historykiem ukraińskim, profesorem uniwersytetu im. Iwana Franki we Lwowie, dyrektorem Instytutu Badań Historycznych, profesorem wizytującym Instytutu Centralno-Wschodniego w Budapeszcie, kierownikiem Katedry Historii Ukrainy Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie. 

Szykowałam się na arcyciekawe spotkanie, znając wcześniej Hrycaka z jego wykładów na inne tematy z najnowszej historii Ukrainy i spornych kwestii w historii polsko-ukraińskiej. I nie pomyliłam się. Cenię go przede wszystkim za przekazywanie historii w taki sposób, że jednocześnie nie ustępując ze swoich pozycji nie umniejsza roli innych, wyrażając się o wszystkich z szacunkiem i szukając jakiejś wspólnej prawdy, a nie jedynej słusznej. Poza tym, jak potem zauważył pan Krzysztof, jest to rzeczywiście naukowiec europejskiego formatu, który potrafi spojrzeć na różne wydarzenia szerzej, niż tylko z perspektywy własnego podwórka. „Historia Ukrainy 1772-1999” jego autorstwa była tłumaczona na polski, myślę, że jest jeszcze do dostania – dla zainteresowanych. A tutaj kilka krótkich artykułów na różne tematy (po ukraińsku)

Spotkanie było umówione w kawiarni Wiedeńskiej, co początkowo budziło wątpliwści epkipy, ale zjawił się Hrycak, i wyjaśnił, że miejsce wybrał nieprzypadkowo, a dlatego, że jest to jedna z najstarszych lwowskich kawiarni, a życie Lwowa toczy się gównie w kawiarniach, w dodatku powiązana częściowo z wydarzeniami z 1918 roku, o których miał opowiadać. 

Mówił długo, ciekawie i dobrze. Miałam to szczęście, że mogłam słuchać, bo siedziałam obok, gdyby okazał się potrzebny tłumacz. Mówił o sytuacji Ukraińców w XIX w., o rozwoju myśłi narodowej, o dwóch ośrodkach – Kijowie i Lwowie, różnicach między nimi, a także różnicach między starszym a młodszym pokoleniem Ukraińców i i ch zapatrywaniami na sprawę niepodległości w 1918 r. Okazuje się, że zajęcie Lwowa przez Ukraińców w nocy z 30X na 1XI tegoż roku było także niespodzianką dla starszych Ukraińców, którzy w przeciwieństwie do młodzieży chcieli załatwić sprawę niepodległości legalną drogą rozmów i umów międzynarodowych.  Powiedział także, że Lwów nie był na tyle ważnym ośrodkiem, żeby nie mogło bez niego istnieć państwo Ukraińskie. Tak samo, jak i polskie. Jednak ani Polacy, ani Ukraińcy nie wyobrażali sobie swojej ojczyzny bez Lwowa. Dlatego wybuchła ta wojna. Na tereny Galicji, które stanowiły 15% ziem, o które walczyli Ukraińcy, przerzucili oni 50% wojsk, podczas gdy na wschodzi mieli realne zagrożenie w postaci biolszewików. I może gdyby nie słabość militarna na tamtym froncie, inaczej potoczyłoby się koło historii, bo w tym okresie Petlura dysponował największą armią na terenie obecnej Ukrainy. Dobry przykład tego, jak czasem walka o symbole przesłania realne cele polityczne. Jednak według profesora nie to było przyczyną porażki Ukraińców, a to, że nie mieli poparcia na arenie międzynarodowej, w odróżnieniu od Polaków, którzy nie musieli walczyć w Eurpejskich salonach o uznanie prawa do własnego państwa. 

Najbardziej jednak spodobała się nam wszystkim obrazowa metafora, której użył profesor prównując tamten i współczesny Lwów. Zwrócił uwagę na t, że w czasie drugiej wojny światowej Lwów stracił około 80% ludności, a po wojnie został zasiedlony Ukraińcami z podlwowskich wsi i Rosjanami. I zmienił się diametralnie. Choć architektura pozostała ta sama – to tak jakby na scenie pozostawiono dekoracje, ale weszłą inna trupa aktorów, i zaczęła grać inną sztukę. Ale – rzecz przedziwna – po pewnym czasie ci nowi aktorzy zaczęli się czuć jak u siebie, jakby mieszkali tu od zawsze… i zaczęli grać tę starą sztukę! Jakby nic się po drodze nie wydarzyło. Tak, że teraz odwiedzający Lwów odnajdują w nim to samo stare, austro-węgierskie miasto. 

Na koniec padło kilka osobistych refleksji na temat Lwowa, pod którymi i ja mogłabym się podpisać dwoma rękami, okazało się, że mamy podobne poglądy na kwestie Lwowa, a on dodatkowo ubrał to w ładne słowa. 

A prywatnie powiedział mi, że kiedy przejdzie na emeryturę, to też będzie oprowadzał po Lwowie. Bo kocha Lwów. Bo nigdzie na świecie nie ma takiego miejsca, jak w kąciku na piętrze kawiarni wiedeńskiej, a takim widokiem, z taką jakością dzwięku dookoła, i z tak dobrą kawą za tak niską cenę.  

 

 

 

 

dodaj do notanika
otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send