brak zdjęcia
brak zdjęcia

grupa 85

dwie klasy humanistyczne z Krakowa.

Miał to być miły wypoczynkowy dzień.

Jednak rano trzeba było pojechać do Grand Rezortu i tłumaczyć się, dlaczego przyjedzie tylko połowa grupy i co z tym fantem zrobić. Nie lubię takich sytuacji. Na szczęście ludzie byli wyrozumiali.

Potem Wasyl chciał pojechać po nowy odkurzacz (od jakiegoś czasu zuważyłam u niego dziwną tendencję, że zamiast coś naprawiać, czy choćby oddać do naprawy, upiera się, żeby kupować nowe). Nie zdążyliśmy, bo miałam dziś jeszcze jazdy, na które i tak ledwo zdążałam. Całkiem nieźle mi już idzie. Mo instruktor zabrał mnie dziś na kawe – tak o tej kawie mówił, i okazało się, że nie żartował. Wolałabym co prawda kawę z Igorem Marianowiczem – widziałam go dziś, ten jego boski uśmiech :)

Potem Raja – masaż (Raja to w ogóle temat na osobną notkę), i ciągle lał deszcz, cały dzień.

I telefony się urywały. Aż mi się komórka rozładowała, taka jestem biznes-woman. Między innymi Beata dzwoniła do mnie 4 razy. 4 razy? Co się stało? „Nóż na gardle! Weź grupę na dwie godziny!” No ładnie, tam leje, zimno, ja miałam odpoczywać i uczyć się o Żółkwi. Bardzo odpowiedzialnie, że wzięłam jeszcze tę grupę.

Wyczekałam się na nich chyba z godzinę, najpierw w deszczu pod operą, potem w operze w konwersacji z portierem, który opowiadał mi, jak jakieś rosyjskie kobiety wstąpoły w fikcyjne związki małżenskie z amerykańskimi marynarzami – one dostały obywatelstwo, oni dodatki do pensji; potem tylko się okazało, że szpiegowały. Oto, co może interesować takiego pana, który od 1981 r. otwiera drzwi w operze i oddziera kupony kontrolne od biletów. Potem czekałam pod ormianką. W końcu przyszli (17.30).

Powiedziałam, że jestem dzisiaj na nocnej zmianie ;) Młodzież o dziwo słuchała z zainteresowaniem, zadawała pytania, a nawet wiedziała, do jakiego kościoła należą Ormianie (zazwyczaj nikt nie wie). Więc było miło. Zobaczyliśmy ormiankę, katedrę łac., kaplicę Boimów (z zewnątrz), kawałek Rynku – wschodnią stronę, razem z podwórzem włoskim, Operę (Olek przyjechał nam otworzyć o 19.00- „że Ci się chciało” – mówię. „A tobie chodzić po deszczu?” – „Są tacy, którym się nie odmawia” – „No właśnie”. ).

Fajnie jest w Operze kiedy nie ma ludzi, kiedy panuje półmrok i cisza. Tak samo Ormianka wieczorem ma niepowtarzalny klimat, oświetlona tylko kilkoma świeczkami. Moje ulubione dwa miejsca we Lwowie.

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest