lwowskie świrki

„Do galerii typów i typków, charakteryzujących naszą lwowską zbiorowość, należy przed innymi lwowski „świrk”. Każde miasto, a niejeden kraj ma swoich wariatów i pomyleńców. Ma ich i Lwów dziś, tak jak miał od bardzo dawna. (…) Niestety, sława ich jest krótkotrwała, mija z jednym sezonem popularności, a oni sami – podobnie jak wielu geniuszów, z którymi mają niejedno wspólne – wychodzą z obiegu i ulegają zapomnieniu. Stają się często rekwizytem pospolitym ulicy, na który nie zwraca się uwagi. Stanowią jednak najznamienitszy składnik etnicznego tworzywa Lwowa i dlatego zasługują na uwagę”.

– pisał w 1943 r. w „Gazecie Lwowskiej” Tadeusz Krzyżewski. Choć minęło 70 lat, i dziś na lwowskich ulicach nie brakuje owych charakterystycznych postaci, które mają bardzo wątpliwy kontakt z rzeczywistością. Kto bywał w ostatnich latach we Lwowie, z pewnością miał okazję ich poznać.

Pani spacerująca ze świnią

Pewna mieszkanka Lwowa kilka lat temu kupiła sobie wietnamską świnkę, które to zwierza podobno ma wiele cech wspólnych z psem i doskonale sprawdza się jako domowa maskotka. Pani wyprowadzała świnkę na spacer na smyczy w centrum Lwowa. Budziła ona niemałe zainteresowanie tak lwowiaków, jak i przyjezdnych. Niejeden chciał mieć zdjęcie z sympatycznym zwierzątkiem, fotografowały się z nim nawet młode pary. Jej właścicielka szybko wyczuła interes i przy okazji robienia zdjęć zbierała pieniądze „na mleko dla świnki”.  Niestety nie tylko zainteresowanie świnką rosło, ale i sama świnka. Z rozmiarów kota w ciągu jednego sezonu wyrosła do sporych rozmiarów, jej zapotrzebowanie na „mleczko” też pewnie wyrosło i właścicielka postanowiła oddać ją rodzinie na wsi, gdzie tuż przed następnym sezonem świnka zakończyła żywot jako kiełbasa na wielkanocny stół.

Pani tym czasem kupiła sobie… nową, małą świnkę. W odróżnieniu od poprzedniej, czarnej, ta była łaciata. Maleńka i słodziutka, znów wzbudzała zainteresowanie na ulicach. Miała jednak, jak się potem okazało,  miała pewien niewybaczalny feler – nie lubiła spacerować. Przedsiębiorcza właścicielka woziła ją przez pewien czas w wózku dziecięcym, a w końcu komuś oddała. Kolejny sezon rozpoczęła z nową, małą świnką…

Roman Kamiński – zasłużony działacz kultury polskiej

Pana Romana można spotkać w okolicach katedry łacińskiej i pomnika Mickiewicza. Zabawia on polskie wycieczki własnym wykonaniem hitów takich jak „Tylko we Lwowie” i innych pieśni patriotycznych, choć w jego repertuarze jest także „O sole mio”. śpiewa bardzo głośno, przerywając tylko, aby zaakompaniować sobie na trąbce lub plastikowym dętym instrumencie z klawiaturą. Można go zobaczyć także z akordeonem.

Jego repertuar jest na tyle szeroki, że wycieczka, która raz na niego trafi, ma zapewnione jego towarzystwo co najmniej przez następne kilkadziesiąt minut.

 

Pierożkowa

Niegdyś pewnie popularne zajęcie – sprzedaż obnośna własnoręcznie usmażonych „pierożków” zachowała się we Lwowie w formie reliktowej. Ten ginący zawód reprezentuje we Lwowie pani Pierożkowa, krążąca z tacą naładowaną swoimi wyrobami po Rynku i okolicach. Obiektem szczególnego jej zainteresowania są, rzecz jasna, wycieczki. Turyści jednak nie zawsze mają ochotę na zimne już pierożki niewiadomego pochodzenia. Kiedy sprzedaż nie idzie zgodnie z planem, pani Pierożkowa zaczyna złorzeczyć, wyzywać od skąpców i okładać przekleństwami niedoszłych klientów, a jej repertuar w tym zakresie jest porównywalny z repertuarem Romana Kamińskiego, z tym, że zamiast śpiewać po włosku ona… klnie po łacinie ;)

Z dużym prawdopodobieństwem to właśnie pani Pierożkowa niesie przez lwowski rynek w torbie pierożki na poniższym zdjęciu. Jeśli tak, to jej staż jest imponujący, gdyż zostało ono zrobione w 1988 roku! (for. Bruno Barbey)

fot. Bruno Barbey

Deklamatorka

Postać najbardziej tajemnicza spośród przedstawionych, ponieważ nie wchodzi w kontakty z otoczeniem. Jest to kobieta w średnim wieku, można ją spotkać w centralnej części miasta, kiedy spaceruje krokiem modelki i deklamuje fragmenty tekstu. Trzeba przyznać, że dykcję, figurę i krok ma nienaganne. Niestety gorzej jest z makijażem i strojem- pani nie zawsze występuje w kompletnym ubraniu.


(niestety nie znam autora zdjęcia, mam nadzieję, że wybaczy)

Kostia Grek

„Lwowski pisarz, znany ze swojej zbyt aktywnej autoreklamy”. Kostia napisał dwie książki, „Dosyć być prowincją” i „Co dalej? Telegry patriotów”. Pierwsza jest o Lwowie i jego pięknie, które zostaje docenione przez cudzoziemców, zachęca do tego, aby i lwowiacy docenili swoje miasto; druga to powieść, która traktuje o budowie społeczeństwa obywatelskiego, a jej akcja rozgrywa się w czasie Pomarańczowej Rewolucji. Kostia, wbrew pozorom nie ma podobno żadnych odchyleń psychicznych, ale wybrana przez niego forma sprzedaży książek jest nader oryginalna – młodzieniec w stroju antycznym i sztucznym wieńcu laurowym krąży ulicami miasta i recytuje krótkie wierszyki reklamujące jego twórczość, typu „Lepiej przeczytać Greka, aniżeli zjeść czebureka”.

O dawnych lwowskich świrkach można przeczytać tu: Tadeusz Krzyżewski „Świrki Lwowskie”.

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest