lwów wycieczki lwów przewodnik po lwowie

Sąsiadka z balkonu

Wyszłam tylko na chwilę na balkon, a ona opowiedziała mi całe swoje życie.

Dokładnie tak było. Rzadko korzystamy z tego balkonu, bo zaraz obok jest balkon mieszkania w sąsiedniej kamienicy i już raz uciekł nam tam kot. Wskoczył w nocy do mieszkania sąsiadce, przy czym przestraszył ją nie na żarty, bo skrzypiał pod nim parkiet. Po pół godzinie jakby nigdy nic wrócił do domu.

Wczoraj była burza i kiedy deszcz się trochę uspokoił, wyszłam na balkon. Sąsiadka stała na swoim i obserwowała zachmurzone niebo.

– Dobry wieczór. – Dobry wieczór. Jak się ma wasz kotek? A potem opowiedziała mi całe swoje życie. Że jej rodzice, Rosjanin i Ormianka poznali się w czasie wojny w Rostowie, ale ona urodziła się w Armenii, gdzie mieli zamieszkać. Jednak po zakończeniu wojny ojca, w cywilu lekarza, wysłali do Lwowa. Kiedy przyjechali, miała dwa latka. Armenii nie pamiętała, ale odwiedzała ją potem, „miałam taką pracę, że mogłam sobie pozwolić”. Mieszkali najpierw w centrum, potem zamienili dwa mniejsze mieszkania na większe, to obecne. 40 lat tu mieszka. A teraz musi sprzedać, bo syn chce ich zabrać do Kijowa. Nie chce jechać, ale nie ma wyjścia.

A tu, to dobra dzielnica była. Tu mieszkała pianistka, tam dyrektor sieci elektroenergetycznych. Inteligencja. A pod wami diwa operowa, jak śpiewała, to drżała cała kamienica. Chyba z synem mieszka, bo już dawno jej nie widziałam. Powyjeżdżali, poumierali. Nowi mieszkają. – Pani skąd? Z Polski? Mam rodzinę w Polsce. Siostra wyszła za mąż za francuskiego konsula w Warszawie. On tam zmarł, tam go pochowali. Rodzina została, przyjeżdżali do nas.

Ja sama z synem zostałam. Poszedł na studia do Kijowa, trzeba było mieszkanie znaleźć, bo w tych akademikach to straszne warunki, sama pani wie. A w Kijowie mieszkał mój przyjaciel, jeszcze z dzieciństwa, Borys. On też sam został, a mieszkanie trzypokojowe. I syn poszedł do niego, a on przyjechał do mnie żyć. Bo wie pani, on całkowicie niezaradny był życiowo. Taki typ naukowca. Fizyk jądrowy. Pół świata zjeździł, do Chin go zapraszali. W Czarnobylu był. Tam wszystko było tak zbudowane… na słowo honoru wszystko działało… To ja mówię, lepszy stary przyjaciel, niż nowy kochanek, nie? I tak żyjemy. Lubiliśmy podróżować, dużo chodziliśmy po górach. W tym momencie, jak o wilku mowa, na balkon zaglada całkowicie niezaradny życiowo fizyk jądrowy Borys w samych bokserkach. – To nasza sąsiadka – przedstawia mnie moja rozmówczyni, chociaż sytuacja raczej wyklucza inne możliwości.

Pani pyta jeszcze o nas, nasze dzieci, zapewnia, że nie przeszkadzają jej hałasy, chociaż czasem trochę słychać, chwali nasze kwiaty na balkonie, narzeka, że od sąsiada ciekło i muszą remont zrobić, i jeszcze dodaje, że widziała poprzednią właścicielkę naszego mieszkania i że mocno przytyła, więc chyba jej dobrze w nowym miejscu i zaproponowała jej wymianę ciuchami, bo ona akurat schudła.

– Oj, bo my tu już chyba z dziesięć minut rozmawiamy, a trzeba syna odprowadzić. Wraca dziś do Kijowa. A jeszcze ten deszcz…

Wzięła pod rękę Borysa i znikli w mieszkaniu. A ja nawet nie spytałam, jak ma na imię.

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest