
czwartek, 5 lipca
Z samego rana przyjechała Lena. Jako że mój kierownik naukowy oświadczył wczoraj, że przez najbliższe dziesięć dni nie będzie miał dla mnie czasu, więc mogłyśmy sobie pozwolić na dzień zwiedzania i włóczenia się po mieście, a raczej to drugie. Co prawda plan nie został zrealizowany w stu procentach, ponieważ była burza podczas której zmokłyśmy do cna i wracałyśmy do domu jak dwie topielice. Ale za to do północy przeciągnęła się wieczorna gra w karty.
zobacz także:
Subskrybuj
Login
0 komentarzy
Najstarsze







