Moje pierwsze lwowskie mieszkanie

Dziś pokażę Wam zdjęcia, których jeszcze nigdy nie pokazywałam publicznie. Są to zdjęcia mojego pierwszego mieszkania we Lwowie, no, może nie do końca pierwszego, bo nie liczę przyjazdów na kilka tygodni i miesięcy. To było mieszkanie, w którym zamieszkaliśmy po moim przyjeździe do Lwowa na stałe w 2004 r., z którego braliśmy ślub i w którym rodziły się nasze dzieci. Akurat mija 10 lat od naszej wyprowadzki.

Mieszkanie było dwupokojowe, płaciliśmy za nie na początku 120 $ miesięcznie. Był jednak mały problem – nasz rodzinny budżet wynosił jedynie 100$. Z tego powodu musieliśmy odnajmować jeden pokój – najpierw mieszkał w nim kolega, później turyści na doby. Nam pozostawał drugi pokój, który był przechodni. Jak widać, początki nie były łatwe. Później „odzyskaliśmy” drugi pokój, który został przerobiony na pokój księżniczki, kiedy córka poszła do szkoły.

Mieszkanie miało jedną niezaprzeczalną zaletę – znajdowało się przy Rynku. W tamtych czasach nie było jeszcze ani tych wszystkich restauracji, ani koncertów, do tego mieszkanie było w oficynie, więc nie docierały do niego hałasy. Czuć było za to, jak trzęsie się dom, kiedy przejeżdżał tramwaj. Na dole była pracownia kapelusznicza (dziś kawiarnia), po drugiej stronie biuro konstruktorskie (dziś suweniry), a w bramie obok – bar „Diana”, w którym najczęściej przesiadywali za wódeczką deputowani z ratusza. Dziś w tym miejscu działa słynna Pijana Wiśnia. Drugą zaletą był bak na wodę, dzięki któremu można było korzystać z niej całą dobę, a nie tylko 3 godziny rano i trzy wieczorem, kiedy wodę zapewniała sieć wodociągowa.

Jak widać na zdjęciach, warunki nie były zbyt luksusowe. Wchodziło się od razu do maleńkiej kuchni, wyposażonej w wiszącą lodówkę z 1964 r. Z kuchni wchodziło się do łazienki. Ciepłą wodę zapewniał stary, sowiecki piecyk gazowy, który trzeba było za każdym razem zapalać na nowo, a ogrzewanie – piece kaflowe. Później właściciel zmodernizował trochę nasze lokum, montując w nim nowoczesny kocioł, kaloryfery i zapewniając wymianę okien na plastikowe.

W latach 2000. nie było to wcale słabe mieszkanie, ani o złym standardzie. Raczej przeciętne, z tego, co oferował rynek nieruchomości na wynajem (hahaha, tak, można było trafić gorzej). Wspominam z sentymentem :)

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
18 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

Bożesz Ty mój, wszak to Pasaż Andriollego!!! 😊
Zdecydowanie moja ulubiona meta we Lwowie. Ale jak jedzie tramwaj nic nie skacze. Przynajmniej w kamienicy Korytowskiego 😉
Piękne czasy. Na Rynku tory były jeszcze na zakładkę…
Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia – ech, znowu się rozmarzyłem 😊😊😊

Ach, tak, wybacz – to pewnie przez to świętowanie po wczorajszym meczu 😊
Jak chodziłem do takiej sowieckiej szkoły z rozszerzonym rosyjskim – też miałem swojego Lenina. Wisiał u mnie w pokoju okraszony wszelkimi możliwymi wulgaryzmami 😊😊😊

PS.

Sprawdziłem i jest ciekawostka a’propolis Pasażu:

Plan Miasta Lwowa 1936, wyd. Książnica Atlas – na mapie zaznaczony jest jako Pasaż Andriollego, a na spisie ulic jest Pasaż Andreollego.

Yyy, czy Jurek i Jerzy to to samo imię?

😊

To ja pozostanę wierny Starej Mapie. Pasaż Andriollego, bo to mnie się najbardziej podoba. Nie będzie mnie np. jakieś lvivcenter pouczać w jakim miejscu przebywam w swoim ukochanym mieście ;)

A moja prababcia mówiła, że najlepiej było przed wojną i z uwagi na powyższe pozostanę przy już raz wybranej wersji :)

U mnie też się zawsze tak mówiło. Tylko brat Babci mieszkający w Anglii, polski i angielski lotnik, przed wojną ONR Falanga, sanacji i angielskiej emigracji nie cierpiał. Reszta rodziny to PPS, po wojnie jakoś nikt o Berezie i ekscesach sanatorów nie wspominał. Tylko Lwów, Wilno i kraina mlekiem i miodem płynąca. I sentyment mi pozostał 😀

Pewnie dlatego, że przy tym co się wydarzyło w czasie wojny – Bereza i sanacyjne odjazdy nie były żadnym istotnym problemem. Na analizy przyszedł czas dużo później, pomijając kilku zaangażowanych publicystów na emigracji.
Tutaj tęskniono za tym, co było piękne. Czyli właśnie za Wilnem, za Lwowem i Warszawą, której już nie ma, a po śladach której prowadzano mnie od dziecka.

Co tam warunki, skoro w sercu Lwowa 😉.
Czyli następne mieszkanie to Łyczaków?

Kołchozowa i …?

To tuż obok Kołchozowej (a właściwie Krypiakiewicza…).

a kto tam się schował na za piecem kaflowym na jedenastym zdjęciu? :D

Dobry wieczór! Warunki jak warunki ale Katedra za oknem i ścisłe centrum Lwowa 😀 Pozdrawiam, MŁ.

18
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x
Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest