Nie podzielili Lema?

W Polsce trwa rok Lema i we Lwowie także ogłoszono jego rozpoczęcie. Zaplanowano szereg różnych wydarzeń, a jednym z nich było odsłonięcie tablicy informacyjnej na domu rodzinnym Lema we Lwowie w zeszłą niedzielę. Też się wybrałam na to wydarzenie. Było obecnych kilkadziesiąt osób, mer miasta, osoby związane z Lemem we Lwowie, jego tłumacze i popularyzatorzy oraz badacze twórczości, delegacja z Krakowa, a nawet jakaś ukraińska rodzina Lema z Gródka czy Mościsk.

Zdjęcia i relacje z tego wydarzenia od razu pojawiły się w internecie. Na jednym ze zdjęć widnieje biało-czerwony wieniec złożony przez konsula. A pod nim komentarz: kiedy szłam tamtędy o 16:00, już go nie było! Ukradli, s*ki! (odsłonięcie tablicy było o 15:00).

Tymczasem ani wieńca, ani przedstawicieli konsulatu nie było na odsłonięciu. Bardzo nieliczni byli też przedstawiciele miejscowej społeczności polskiej. Wieniec złożono dopiero o 17.00. Oczywiście nie umknęło to uwadze, zaczęły się jednak spekulacje, dlaczego tak się stało. Może im się godzina pomyliła. Przyszli według polskiego czasu? Oczywiście rozumiemy, że tego typu pomyłki w dyplomacji się nie zdarzają. Widać nie podzielili Lema – brzmiał kolejny komentarz.

Jedna z uczestniczek uroczystości miała zasięgnąć języka u organizatorów i otrzymała odpowiedź, że miasto i konsulat miały rozbieżne wizje co do tego, jak powinien wyglądać napis na tablicy. Według tej wersji Konsulat chciał, aby upamiętniono Lema jako Polaka żydowskiego pochodzenia, miasto obstawało przy pisarzu światowej sławy. To tylko plotka, ale łatwo w nią uwierzyć, obserwując, z jaką niechęcią miasto na przestrzeni ostatnich lat odnosiło się do przymiotnika polski w jakichkolwiek upamiętnieniach. Plus, ze tablica jest przynajmniej trójjęzyczna (ua-en-pl). Minus, że nawet w sprawie tak apolitycznej nie da się dogadać.

Ukraińcy do jej treści nie mają zastrzeżeń – jeśli już, to do formy. Rzeczywiście tablica jest skromna, wygląda „tanio”, a umieszczona jest na takiej wysokości, że jest słabo czytelna. Jeden z komentujących niezadowolony był z samego faktu wywieszenia tablicy, twierdząc, że Lem był polskim szowinistą (sic!). Zastrzeżenia pojawiły się za to w polskim internecie – głównym był oczywiście brak określenia Lema jako Polaka, odczytany jako ogólna niechęć do Polaków we Lwowie i umniejszanie ich roli poprzez określanie ich jako „lwowian” czy „galicjan”.

Czy rzeczywiście nie podzielili Lema? Konsulat nie potwierdza i nie zaprzecza, brak w ogóle jakiejkolwiek informacji na ten temat. A wieniec rzeczywiście ktoś zabrał, tylko że na drugi dzień.

0 0 votes
Ocena artykułu
Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

Typowe, dziedziczone genetycznie kompleksy rusińskich wieśniaków spędzonych po ’45-tym do polskiego Lwowa, których potomkowie tworzą dziś ukraińską elitę tego naszego nieodżałowanego miasta.
Cieszy wyższość kulturowo-cywilizacyjna znacznej części Polaków, którzy przyjęli do wiadomości, że „historii nie da się ani zmienić, ani oszukać” i obecnie nie walczą z zachowanym niemieckim dziedzictwem historycznym na Dolnym Śląsku, Ziemi Kłodzkiej, czy np. w odbudowywanym wreszcie Elblągu. Odnawiane są pomniki z niemieckimi napisami, zachowywane oryginalne studzienki kanalizacyjne pomimo gruntownego remontu ulic…
Niestety są i niedorozwinięci, np. lewacy związani z Gazetą Wyborczą, którzy bez cienia zażenowania napiszą, że Stanisław Lem urodził się 12 września 1921 roku we Lwowie na Ukrainie; tudzież współpracujący z Krytyką polityczną, piszący że Anna Wasilewska urodziła się w maju 1924 roku na Ukrainie w obwodzie lwowskim.
Nie chcę tworzyć elaboratu, tudzież kolejnego wykładu o bezsensownym przekładaniu się kwestii historycznych na bieżącą codzienność.
Ograniczę się tylko do stwierdzenia, że z wolna rewiduję swoje życzliwe dotąd podejście do spraw ukraińskich. Ewidentnie widać, że angażując się politycznie  na arenie międzynarodowej po stronie Ukrainy – Polska niczego nie zyskuje. Od lat nie mamy z tego nic wymiernego. Żadnych korzyści. O takich drobiazgach jak ekshumacje, czy lwy na Orlętach nawet się nie zająknę.Nie są w jakikolwiek sposób realizowane nasze interesy.
A polityka jest sztuką realizacji interesów właśnie…
 
PS.
Nie cierpię gatunku science-fiction i już raczej się do niego nie przekonam. Ale co do Lema są dwie perełki innego rodzaju: „Szpital Przemienienia” i „Wysoki Zamek”. Bezdyskusyjna rewelacja.

Gratuluję opinii, w pełni ją podziela. Piszę te słowa ze Lwowa, w którym jestem po raz kolejny. Łza się w oku kręci. Właśnie chcieli mi sprzedać figurkę Matki Boskiej skradzioną z Kościoła w Złoczowie i tablicę z orłem z przedwojennego szlabany granicznego. Na każdym kroku czuć ukraińskie kompleksy wobec Polaków. Najgorsze, że wszyscy chętnie wyjechaliby do Polski.

Pisząc o zakompleksieniu mam na myśli przede wszystkim ukraińskich reprezentantów aparatu administracyjno-urzędniczego sprawującego władzę na ziemiach polskich włączonych w skład Ukrainy. Natomiast od blisko ćwierć wieku nie spotkałem się z taką postawą w zwykłych stosunkach międzyludzkich. Nie mam też większych zastrzeżeń co do ukraińskiej emigracji zarobkowej. Wszak napędza ona polską gospodarkę. Jak sobie tu spokojnie, grzecznie egzystują i nie biegają z czarno-czerwonymi szmatami, to ja sprzeciwu nie zgłaszam. A takich właśnie znam.

Ale niewątpliwie trzeba zrewidować polską politykę zagraniczną, z uwagi na fakt, że wychodzimy na niej „jak Zabłocki na mydle”. Trzeba przestać gadać, wyrażać kolejne słowa wsparcia, słać mega konwoje z pomocą przeciw pandemiczną – bo żadnej wymiernej korzyści z tego nie mamy. Teraz znowu, nasi prezydenci popatrzyli sobie głęboko w oczy, uścisnęli sobie dłonie, polscy żołnierze biegają sobie na manewrach pod Lwowem, Orlen wykupił udziały w ukraińskiej spółce naftowej – i nic z tego konkretnego nie wynika. Ukraińska „centrala” patrzy z nadzieją ponad naszymi głowami na Niemcy i USA, a lokalny samorząd zrobi kolejną antypolską histerię np. właśnie przy okazji upamiętnienia takiego Lema.    

Zaklinanie rzeczywistości w oparciu o rosyjskie zagrożenie powoli się zużywa. Owszem, wszelkie nasze polsko ukraińskie niesnaski są dla Rosji bardzo korzystne, są jej bardzo na rękę. Ale trzeba też w końcu postawić pytanie – jak długo jeszcze mamy wychodzić na kompletnych frajerów.

 

PS.

Ten Orzełek to chyba nie ze szlabanu. Bardziej prawdopodobne, że ze słupka z granicy polsko rumuńskiej ;)

 

Pozdrawiam.

Dzień dobry!

Widziałem tę tabliczkę lub podobną w Olesku. Zdecydowanie ze słupka, już rozkminiłem temat.

Pozdrawiam, MŁ

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest