Praznyk – instytucja, która nie przestaje mnie zadziwiać. Instytucja w sensie kultury społecznej. Filar kontaktów międzyludzkich. Temat na niezłą pracę naukową. Fenomen. Niezmiennie.

Praznyk to inaczej odpust parafialny. Dzień patrona miejscowej świątyni. Nie chodzi tu jednak o kontekst religijny, a o społeczny – w tym dniu każdy zastawia suto stół i przyjmuje gości z innych parafii. Najczęściej jest to bliższa i dalsza rodzina. W ten sposób ludzie utrzymują kontakty, nawet mieszkając daleko od siebie – odpust jest w każdej wsi raz do roku, można się u każdego po kolei spotykać, nawet jak coś wypadnie, to za miesiąc, dwa, pół roku przypada następny praznyk. Praznyk nie stwarza także konkurencji między rodzinami, bo u każdego przypada w innym terminie, a nawet w jednej wsi z okazji jednego praznyka można obskoczyć kilka chat, bo nie ma jakiejś konkretnej zobowiązującej pory, posiedzieć godzinkę-dwie, pogadać, i dalej;

Nasza babcia pochodzi ze wsi pod Sokalem. Ma dwie siostry i brata. Wszyscy zostali tam, ją rzuciło w inne strony. Pojechaliśmy z nią na praznyk do jej rodziny (na Pokrowy – 14.10). Babcia początkowo była niezadowolona, bo przez przypadek pojechaliśmy inną drogą, niż ona znała, i choć trafiliśmy na miejsce, to była bardzo zdenerwowana, na tyle, że „uczepił się jej błąd” – już w samej wsi nie mogła znaleźć chałupy, w której się urodziła i wychowała. W końcu jednak znaleźliśmy i babcia się uspokoiła, ale wychodziła z samochodu cała czerwona, przekonana, że co najmniej godzinę straciliśmy na krążenie po okolicy. Nie przekonały ją słowa miejscowych, że pojechaliśmy nawet lepiej. babcia jest średnią siostrą, i, trzeba przyznać, najbardziej pyskatą i wygadaną. Nie na darmo została nauczycielką.

Drugi fenomen praznykow, to fenomen kulinarny. Co roku pojawiają się na nich nowe potrawy, i jest to zawsze ta sama nowość w obrębie wsi czy kilku wsi. W zeszłym miesiącu byliśmy w Kłodnie i nowością były kanapki z paluszkami krabowymi i z makiem.

Śledząc powiązania „praznykowe” można by rozrysować siatkę, która obejmuje swoim zasięgiem cały kraj, a może i sięga poza jego granice…? My jeździmy do babci na Jordan (19.I), do dziadka na Dymitra (8.XI), do rodziny ciotki na Czesnoho Chresta (27.IX), do rodziny babci na Pokrowy (14.X). U mamy praznyk jest na Spasa (19.VIII), ale do mamy nie jeździmy, bo ją widujemy prawie codziennie, a poza tym praznyk w mieście to nie to. Nikt nie świętuje, nie ma zastawionego stołu… w mieście praznyk nie spelnia swojej funkcji społecznej, więc… nie jest potrzebny?

Kiedy wracaliśmy, babcia narzekała na swoje ciężkie życie – że jest sama, że nikt nie przyjeżdża pomagać w gospodarstwie, że jej rodzina trzyma kury, gęsi, króliki, świnie, krowy – a ona nie, bo nie ma sił… Na to jednak chyba nie ma rady. Nieefektywna produkcja rolnicza jest nikomu już niepotrzebna – do ziemniaków pielonych motyczką dopłaca się co roku, nie licząc sił pozostawionych na polu i zmarnowanego czasu. Taniej wychodzi kupić. babcia jednak, choć zgięta w pół, nie przyjmuje tego do wiadomości, i już nie przyjmie…

Swytiaziw k. Sokala, praznyk / 14.10.09
Swytiaziw k. Sokala, praznyk / 14.10.09Swytiaziw k. Sokala, praznyk / 14.10.09Swytiaziw k. Sokala, praznyk / 14.10.09Swytiaziw k. Sokala, praznyk / 14.10.09Swytiaziw k. Sokala, praznyk / 14.10.09

dodaj do notanika
otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send