brak zdjęcia
brak zdjęcia

zameldowanie. to jeszcze nie koniec.

Zebrałam dokuemty i poszliśmy do WWIRU (wydział Wiz i Rejestracji).

Panienki już nas nie pamiętały, i afery, która była poprzednim razem, więc się rzaczęło od nowa: a po co wam, a nie przysługuje, a to, a tamto. W końcu tleniona blondyna zgodziła się przyjąć dokumenty. Świetnie, tylko brakuje kser paszportów, ubezpieczenia i podpisu naczelnika.

– Jakiego ubezpieczenia? – pytam. – Normalnego! – odpowiada gruba szatynka(jasne, nie?) – Na podstawie jakiego przepisu? – Tleniona nie wie, gruba też nie. – Z pytaniami to do naczelnika. Gruba wypisała kwitancję na ubezpieczenie.

U naczelnika historia się powtarza – a po co wam, a nie przysługuje, ale po wyłuszczeniu sprawy łaskawie podpisuje. Przed drzwiami gabinetu ostra rozmowa między mną a mężem. Bo on uważa, że trzeba szanować swój czas i nie kłócić się z babami, wiedząc, że to nic nie da, a ja że trzeba szanować siebie i nie dawać się traktować w taki sposób.

Idę po polisę do PZU (najbliżej). Nie mają takich, ale panienka ostrzga mnie przed babami z WWiRU – To aferzyści. Mnie nie chcieli oddać paszportu, póki nie zapłaciłam za tą polisę. A gdziejakieś potwierdzenie, umowa? Nie dostaje się nic. – Popatrzyłam na „kwitancję” – ani adresu, ani telefonu… tylko nazwa firmy i numer rachunku. Wracam do WWiRU i pytam grubej, gdzie się ta firma mieści. Gruba nie wie. Szuka w jakichś papierach, w końcu wyciąga komórkę. – Switiulka, a gdzie wy się znajdujecie, bo tu pani pyta… – Switiulka? No, wszystko jasne. Chyba zadzwonię do konsulatu przed tym, jak podpisać umowę ze Switiulką.

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest