Na zdjęciu powyżej możemy podziwiać lwowski Rynek takim, jakim zna go większość z was – to zdjęcie współczesne. Poniżej zdjęcie z 2004 r., które zrobiłam jeszcze przyjeżdżając do Lwowa turystycznie. Niestety, jest ono słabej jakości (miałam wtedy pożyczony od kolegi aparat cyfrowy „mydelniczkę”, który robił bardzo słabe zdjęcia, ale za to dużo). Zwróćcie uwagę, że to jeszcze czasy, kiedy na Rynek można było wjechać samochodem (zabroniono tego w 2006 r., choć i dziś wiele osób ten zakaz ignoruje).

rynek we Lwowie, 2004 r.

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to zmiana kolorystyki. Praktycznie wszystkie kamienice po na północnej pierzei Rynku, którą widzicie, zostały od tego czasu odmalowane (niektóre po kilka razy). Niektóre zmieniły kolorystykę radykalnie, ale przede wszystkim zrobiło się bardziej zróżnicowanie i bardziej pstrokato. Dawny rynek miał stonowane kolory, głownie w palecie sepii, nieco przybrudzonej zieleni. Niestety, we współczesnym Lwowie badanie autentycznej kolorystyki wciąż należy do rzadkości. 

Największą zaletą tamtych czasów było użycie na fasadach tynków wapiennych, które starzeją się szlachetnie – z biegiem czasu powierzchnia ściany robi się nierównomierna, nieco jaśniejsza w jednych miejscach i ciemniejsza w innych, urozmaicona. Nasz mózg podświadomie woli takie powierzchnie, niż pomalowane jednolicie, gdzie nie ma na czym oka zawiesić. Właśnie takie tynki w połączeniu ze słońcem w dużej mierze stanowią o atrakcyjności miast południowej Europy. Po drugie, współczesne syntetyczne farby nie oddychają, i jeśli budynek ma jakieś problemy z wilgocią (a 90% budynków we Lwowie ma), to farba będzie odchodziła z fasady budynku całymi płatami, co nawet widać na załączonym obrazku (biało zielona kamieniczka z balkonem).

Tu jeszcze jedno zdjęcie, gdzie można przyjrzeć się dokładnie jednej z kamienic na tej pierzei. Tutaj akurat dobór kolorów fajnie podkreśla plastykę fasady. 

2004

2020

 

dodaj do notanika

48
Dodaj komentarz

5 Comment threads
43 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tomasz

Pamiętam lwowski Rynek z 1990r. – zdjęć niestety nie mam, ale niewiele się różnił od tego na Pani zdjęciach z 2006r. Bardzo wyraźnym wspomnieniem jakie mam z tamtej wizyty jest kryzys papierosowy – w sklepach nie było papierosów, i do każdej osoby z papierosem podchodziło w trakcie jego palenia kilka innych prosząc o poczęstowanie.

Paweł OFMC

Mam dużo zdjęć ze Lwowa z grudnia 1997, tylko nie mam w tej chwili pomysłu gdzie ich szukać. Organizowałem pomoc dla polskiej szkoły w Borysławiu i po drodze zatrzymaliśmy się we Lwowie na spacer, który mocno się przeciągnął. Były tam fotki właśnie z Rynku, Wałów Hetmańskich, rejonu Gródeckiej i Placu Bilczewskiego, Cmentarza Orląt z grobami tuz przy ulicy oddzielonymi murem od reszty… Wszystko pod śniegiem. Gdyby na te zdjęcia Kasi z 2004 roku nałożyć poświatę przybrudzonej bieli przechodzącej w szarość, to taki właśnie wtedy widziałem Rynek. Całość sprawiało wrażenie miejsca opuszczonego przez prawowitych gospodarzy, w którym obecnie żyjący ledwie się… Czytaj więcej »

Maciej Łubieński

Dzień dobry!

Zdjęcia lwowskiego rynku sprzed kilku lat wyglądają jak wiele łódzkich ulic dziś. Łódź jest nieco podobna do Lwowa, podobna architektura, kamienice, klimat też jest. Ale „nieco” dobrze oddaje skalę podobieństwa, Lwów to Lwów😀

Ja do Lwowa trafiłem dopiero 5 lat temu, wcześniej jedynie słuchałem opowieści różnych osób…

Pozdrawiam, MŁ.

Ewa z Krakowa

Ja Lwów poznałam dopiero w lipcu 2015, więc znam już tę „podrasowaną” wersję rynku. Ale już za pierwszym razem zakochałam się w tym mieście bez pamięci… Nawet stwierdziłam, że zmarnowałam pół życia, nie przyjeżdżając tam wcześniej.

Paweł OFMC

Pani Ewo, a czy w ramach podróży po prawdziwej Polsce była Pani w Wilnie i wychwyciła może Pani tą subtelną różnicę pomiędzy Wilnem a Lwowem?

Ewa z Krakowa

Nigdy nie byłam w Wilnie. Od 5 lat, kiedy tylko czas i pieniądze pozwalają, zmierzam do Lwowa.
Uwielbiam też Odessę, ale to zupełnie inne uczucie.
Lwów to miłość od pierwszego wejrzenia.

Paweł OFMC

Pani Ewo – do Wilna koniecznie trzeba się wybrać. Nie da się poznać historii Polski bez Wilna, Grodna, Lwowa – i skoro jeszcze Pani nie wizytowała naszej północnej, kresowej stolicy, to nie ma na co czekać. Wilno jest przepiękne, tak jak Lwów położone wśród wzgórz… Leży nad konkretną rzeką, a właściwie dwoma – jest takie kapitalne miejsce, gdzie Wilejka wpada do Wilii… Ma jeden poważny minus – nie ma tramwajów. Natomiast to, o czym pisałem Panu Maćkowi – ta zasadnicza różnica pomiędzy Wilnem a Lwowem jest następująca: Wilno, wobec nieznajomego przybysza jest chłodne i pełne dystansu; Lwów zaś jest pełen… Czytaj więcej »

Ewa z Krakowa

Pewnie w końcu tam pojadę…
Wiedzę o Wilnie czerpałam z lektury książek Barbary Wachowicz. Niestety ona nigdy nie dotarła do Lwowa. Szkoda, zważywszy na to jak pięknie pisała o Wilnie. We Lwowie miałaby wiele wątków do opisania.

Ewa z Krakowa

Znalazłam zdjęcie widoku z Hotelu Gintaras. Pięknie to wygląda…

Paweł OFMC

Bez cienia wątpienia… :)

Niestety zwiedzając Polskę według Starej Mapy – Lwów trzeba zobaczyć na samym końcu, bo już potem żadne inne miasto nie jest w stanie zrobić takiego wrażenia. I nic się nie podoba, grymasi się etc :) To opinia wielu moich znajomych, nie tylko moja.

A na przetrwanie kwarantanny gorąco polecam książkę R.J. Czarnowskiego pt. „Grodno”. To jest to trzecie miasto, o którym Polakom nie wolno zapomnieć. Dlaczego? Lektura rozwieje wszelkie wątpliwości.

Ewa z Krakowa

Dziękuję za polecenie książki. Właśnie kupiłam ,,Mój Lwów ” Wittlina, więc ,,Grodno” będzie kolejne.

Tomasz

Książki R.J. Czarnowskiego dobrze się czyta, trzeba jednak mieć świadomość, że nie wszystko co autor w nich opisuje jest prawdą. Na przykład w książce „Lwów- sacrum et profanum” opowiada o portretach trumiennych, które jakoby można oglądać w kościele św. Antoniego na Łyczakowie, a jakich wcale tam nie ma. Takich mniejszych lub większych nieścisłości jest tam więcej. Co do Wilna – ja je bardzo lubię. Zachowanych polskich napisów jest tam zdecydowanie więcej niż we Lwowie, a Rossa choć bardziej zniszczona niż Cmentarz Łyczakowski też pięknie wygląda. Duże wrażenie robi na mnie zawsze Ostra Brama, zwłaszcza ze względu na tak niewielką odległość… Czytaj więcej »

Paweł OFMC

W literaturze dot. Kresów błędów jest mnóstwo. Np. czcigodny prof. Roszkowski napisał w ubiegłym roku w najnowszej książce o Orlętach, że z wszystkich polskich pomników we Lwowie „ostał się ino wieszcz” – a przecież to lipa jak stąd na słońce. Albo przegapił Kilińskiego z Głowackim – albo ja miałem kiedyś halucynacje :) Co do książki Czarnowskiego o Grodnie – świetnie oddaje cały kontekst historyczny roli Grodna w historii Polski, uzasadniając (moim zdaniem słuszne) pretensje Grodnian z międzywojnia, że to Białystok powinien leżeć w Województwie Grodzieńskim, a nie Grodno w Białostockim. Cmentarz na Rossie – prawdziwe cudeńko, a warszawski Anioł Śmierci… Czytaj więcej »

Ewa z Krakowa

Niestety książka o Grodnie jest nie do zdobycia…nawet na Allegro.

Paweł OFMC

Mogę pożyczyć – i u może pomóc nam Kasia, o co uprzejmie Cię Kasiu proszę :)
Pani Ewo, niech pani napisze do Kasi na @, a Kasia da Pani mój adres mejlowy. Pożyczę Pani tę książkę, z tymże korzystanie obecnie z poczty to za duże ryzyko. Wróćmy do tematu po 10 maja ;)
Chyba że ma Pani inny pomysł na dostarczenie przesyłki.

Ewa z Krakowa

Napisałam i czekam na odpowiedź od Kasi.

Ewa z Krakowa

Napisałam na podany przez Kasię adres mailowy. Pewnie trafiło do spamu…

Paweł OFMC

Wszystko w porządku. Doszło .

Paweł OFMC

Kasiu, dziękuję!

Maciej Łubieński

Ja mam tak samo jak Pani…

Powoli zacząłem się nawet zastanawiać nad przprowadzką, co mi chwilowo moja rodzina wybija z głowy. Ale co się odwlecze…

Pan Paweł pisze do Pani o Wilnie. Byłem w Wilnie w 2011 i nie urzekło mnie. Takie jakieś obce to miasto, mimo wielu mieszkających tam Polaków i bliskiej mi historii. Lwów urzekł mnie od pierwszego razu, można powiedzieć: miłość od pierwszego wejrzenia. Może to pochodzenie? Rodzina od strony Taty pochodzi z Podola, Dziadek mieszkał do Drugiej wojny w Kijowie. Mam tam rodzinę, której nie znam.

Paweł OFMC

Panie Maćku, byłem w Wilnie wiele razy, acz nie tyle co we Lwowie, dlatego właśnie pytam o wychwycenie różnicy pomiędzy Wilnem a Lwowem :) Jak się do tego odniesie Pani Ewa – napiszę o co chodzi, czyli innymi słowy wyłożę meritum sprawy ;)

Co do przeprowadzki – mam taki sam zamiar i taką samą opozycję :)))

Ewa z Krakowa

Jakieś korzenie na wschodzie mam – pradziadek ze strony mamy urodził się w Zaleszczykach, a prababcia ze strony taty w Podwołoczyskach.
Ale jadąc do Lwowa po raz pierwszy naprawdę niewiele o tym mieście wiedziałam. Dopiero później dowiedziałam się, że we Lwowie mieszkał kuzyn pradziadka i tam urodziło się troje jego dzieci. Tak więc de facto ja żadnych lwowskich korzeni nie mam…

Obywatel MT

Ja pierwszy raz we Lwowie, jako młody chłopak, w ramach „odwilży” dla rodzin „pochodzących” ze Lwowa, byłem w dniach 8 – 22 sierpnia 1971 r. Trzy dni potem, w środę 25.08 ……………. Ech, pięść się sama zaciska!!! Przez dwa tygodnie przeszedłem prawie cały Lwów chłonąc widoki i obrazy i porównując je z opowieściami lwowskiej części mojej Rodziny. Tego nie da się opowiedzieć w krótkim czasie bez sentymentalnych wzruszeń. To był inny Lwów niż dzisiaj. Ale wchłonął mnie od razu. Od tego momentu bywałem w Nim wiele, wiele razy. W ostatnich 5 latach po kilka razy w roku. Z tych wspomnień… Czytaj więcej »

Paweł OFMC

Moja serdeczna koleżanka, nieodżałowana ŚP Bożena, w 1971 roku mieszkała z rodzicami tuż za Rogatką Łyczakowską na Jałowcu przy Wąwozowej. Pamiętała bardzo dobrze dzień zagłady Cmentarza Orląt. Opowiadała mi jak we Lwowie gruchnęła o tym wieść. Była akurat w domu. Rzuciła wszystko i w te pędy wybiegła w stronę Pasiecznej, a potem biegiem jakimiś skrótami przez Park Głowackiego oraz Cetnerówkę dobiegła na Cmentarz Obrońców Lwowa. Ujrzawszy dzieło sowieckiej barbarii długo na miejscu skulona z rozpaczy płakała klęcząc na świeżutkim gruzowisku. Nie była jedyną Polką w tamtej chwili tam na miejscu… Co do lwowskiego piwa – obecnie również faktycznie smakuje świetnie,… Czytaj więcej »

Obywatel MT

Ile razy jestem na „Orlętach”, a jestem z Nimi związany uczuciowo przez mojego dziadka „Obrońcę Lwowa” odznaczonego za udział, opowiadam znajomym, przyjaciołom, grupom turystów, starszym i młodzieży historię tego miejsca. Na Cmentarzu staram się pokazać szczególne miejsca, opuszczane często przez przewodników. Np. miejsce pochówku najmłodszego Jasia Kukawskiego lat 9, groby Rudolfa Indrucha, trzech lotników Bastyr-Stec-Toruń i ich historię, nagrobki dziewcząt ( m.in. Sulimirskiej i Bieganówny) i ich roli w Obronie, zbite napisy w katakumbach o odznaczeniu leżącego Krzyżem Obrony Lwowa, historie Marii Dulębianki, kwaterę Zadwórzaków i ich losach itp. Zaskoczeniem jest to, że bardzo często zasypywany jestem gradem pytań m.in.… Czytaj więcej »

Paweł OFMC

Dzieło misyjne na Orlętach również pełnię zawsze, kiedy tylko mogę.
Tylko takich panów od ucha nigdy nie zauważyłem. Może nie ryzykowali, bo wiedzieli, że będzie bolało :D
A co tam mamy na wokandzie w sprawie stosunków polsko ukraińskich, co jest godne wyłącznie spowiedzi?

Tomasz

Groby Bastyra, Steca, Torunia i Mączyńskiego są symboliczne – do dziś nie wiadomo, gdzie są naprawdę pochowani.
Ja na Łyczakowskim najbardziej lubię chodzić po bocznych alejkach, i być zaskakiwanym nazwiskami znajdowanymi na nagrobkach. Również nie zdażyło mi się spotkać „panów od ucha”, ale kilkukrotnie uzupełniałem informacje przekazywane przez ukraińskich przewodników, którzy oprowadzali polskie grupy. Do Zadwórza też już zabrałem kilkoro znajomych – niechcący reaktywowaliśmy chyba przedwojenny zwyczaj, bo kiedy machamy do przejeżdżających pociągów, to maszyniści odpowiadają nam gwizdaniem🙂

Tomasz

Właśnie tą legendę miałem na myśli, pisząc o reaktywowaniu przedwojennego zwyczaju. Mówi Pani przejazd?… To ja chyba wolę dalej wierzyć legendzie😉

Tomasz

Jak widzę nie jestem jedynym, który rozważał zakup mieszkania we Lwowie:D
Ja jednak po zastanowieniu się zrezygnowałem (na razie) – z Krakowa na szczęście nie mam daleko. Co do piwa, to muszę Panom przyznać rację – np. takie Złote Ale Roberta Doomsa. Pomimo, że to wytwór Carlsberga, to smakuje wspaniale!

Ewa z Krakowa

Z Krakowa może nie jest daleko, ale dobrze by było mieć mieszkanie we Lwowie.
W kwestii piwa uważam, że najlepsze jest żywe rozliwne, nie pamiętam dokładnie nazwy. Robert Doms też, ale belgijskie.

otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send