A tak, wkraczamy na głębokie i niebezpieczne wody.

Temat jest na tyle szeroki, że niejedną notkę można by mu poświęcić, i pewnie tak będzie.

Dziś cz. 1.:

„Wstęp do chorowania na Ukrainie”

 

Notka ta jest wynikiem zbieranych (na szczęście niezbyt intensywnie) przez lata doświadczeń.

Przypadek 1. Zapalenie płuc.

Mój mąż kaszlał. Najpierw trochę, potem coraz mocniej, aż wreszcie dojrzał do myśli o zakupie tabletek na kaszel. Wysłał mnie do apteki. Inna aptekarka może by dała tabletki i na tym by poprzestała, ta zaczęła się dopytywać o stan „pacjenta”. „Oj, jak tak mocno kaszle, to może zapalenie płuc? Lepiej niech mu pani od razu weźmie ten antybiotyk. I ten (na Ukrainie prawie wszystkie leki są bez recepty). Albo pośle do lekarza”. Posłałam męża do lekarza. Wrócił z diagnozą: zapalenie płuc. Dostał oczywiście jakieś antybiotyki. Po południu dzwoni mama: „jak tam Wasyl”. „Ma zapalenie płuc”. „Co mu dali?” „X, Y i Z”. „Oj, to niedobrze, kup mu lepiej A i B, to silniejsze”. Cała mama, już dawno podejrzewałam, że minęła się z powołaniem. Powinna była zostać lekarzem, albo raczej znachorem.

Przypadek 2.  Kaszel.

Ja zaczęłam kaszleć. Mąż wysłał mnie do lekarza, bo a nuż to też zapalenie płuc. Była to sobota, więc w przychodni tylko lekarz dyżurny. Przychodzę, na recepcji dwie panie piją kawkę. Jedna-recepcjonistka, druga – lekarz. Jak się później okazało. Jako że ruchu w interesie nie było, pani doktor nie chciało się nawet iść do gabinetu i kazała mi się rozebrać do badania (nie do rosołu) na recepcji. „Książeczkę zdrowia pani ma?” „Nie mam”. „Proszę sobie kupić zeszyt w kratkę i następnym razem mieć ze sobą”.
Na szczęście to był tylko zwykły kaszel.

Przypadek 3. Papryczka

Przyjechała do nas koleżanka. Poszłyśmy na targ, kupiła papryczkę chili. Podczas krojenia w domu tej papryczki dostała uczulenia – spuchły jej dłonie. Poieważ było to dkuczliwe i nie ustępowało, poszliśmy z nieszczęsną do lekarza. Nie trzeba było się przyznawać, że przyjechała w gości, a jeszcze zza granicy, bo wysłali nas do lekarza dyżurnego. Oczywiście wszystko za darmo, i bez formalności, ale dyżur tego dnia pełnił staruszek, który chyba przegapił moment przejścia na emeryturę – na pół ślepy i na pół głuchy. Zupełnie nie mógł zrzumieć, w czym problem.

W końcu wypisał receptę. Pani w aptece widząc ją, zrobiła wielkie oczy i zapytałą, co to za straszna dolegliwość, że trzeba przyjmować takie silne leki. Kiedy się dowiedziałą, że reakcja alergiczan, poradziła, żeby ich jednak nie brać. Wtedy koleżankę olśniło i poprosiła o wapno. Tym razem aptekarka wzruszyła ramionami, powiedziała, że wapno nie pomoże, i że może sobie je łykać garściami jak dropsy.

Wapno pomogło.

dodaj do notanika
otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send