A miało być tak pięknie…

Trzydziestka na karku, dwójka dzieci, słowem, przychodzi w życiu kobiety taki czas, kiedy ma się ochotę podejmować nowe wyzwania :)
a jako, że Ukraina to raj podatkowy (na ryczałcie 200 hr czyli 100 zł wszystkich podatkow i ZUSów miesięcznie), a działalność gospodarczą zakłada się w 1 dzień… w końcu dojrzałam do tej decyzji, koniec z pracą na czarno, będę uczciwie płacić podatki państwu, które mnie przygarnęło ;)

Decyzja została podjęta jeszcze kilka miesięcy temu, ale z załatwianiem wszystkiego w urzędach czekałam do nowego roku (tak mi poradziłą pani w podatkowej). A skoro wszystko można załatwić w jeden dzień, to co za różnica. Praca i tak się zacznie nie wcześniej niż z marcu.

Odcinek 1: 7 kroków 

7 kroków musi wykonać obywatel, żeby zarejestrować działalność gospodarczą. Taka informacja znajduje się na tablicy przed wejściem do urzędu, w którym się ową działalność rejestruje.

Krok 1: Znaleźć odnośny urząd. Z tym nie było problemów, bo Wasyl już wcześniej przechodził przez tę procedurę, więc powiedział mi gdzie. Dwa kroki od domu. Obskurna klatka schodowa za plecami Adama Mickiewicza. Niby dzień pracujący, ale zamknięte na głucho. Żadnej informacji oczywiście nie ma. No cóż, widać trzeba przyjść po „ukraińskim ramadanie” (p. notka „Jordan„).
Krok 2: Powtórka po świętach. Tym razem już otwarte. Otwarte na tyle, żeby doczytać, że petentów obsługuje się do godz. 13.oo (informacja wisi w środku). Więc następnego dnia trzecie podejście. Tym razem udane. W urzędzie tłumy. Wszyscy chodzą z papierami, dokumentami. Kolejki po kilkanaście osób do każdego okienka. Wszystkie ściany obklejone wzorami wypełniania różnych formularzy.
Krok 3. Formularz. Formularz nr 10. Tylko skąd go wziąć? Zaczepiam jakiegoś pana. „A, tam za rogiem w sklepie z ubraniami jest ksero, tam można kupić”. Hm. Za jakim rogiem? Dobrze, że to koło domu, przynajmniej wiem, gdzie tu jakie sklepy. Trafiłam. Pan na ksero bardzo dobrze poinformowany, robi mi od razu kopie potrzebnych stron z paszportu, numeru identyfikacyjnego (cos jak NIP) i tłumaczenia paszportu (na wszelki wypadek).
Krok 4. A jak to wypełnić? Niby człowiek ma za sobą te 5 lat studiów uniwersyteckich, ale… jedna kropka nie w tej krateczce i wszystko na nic. Można oddać swe sprawy w ręce specjalistów – już na schodach stoją przedstawiciele firm rejestrujących działalność (70 hr). Ja wybieram tańszy wariant – przy stoliku koło okienek siedzi starszy pan w okularach, ze skórzaną teczką na kolanach, który za kilka hrywien pomaga takim jak ja wypełniać te formularze, a innym, poważniejszym, także załatwiać poważniejsze sprawy. W cenie są też wszystkie druczki i blankiety ;) Zarobek chyba z tego jest niezły. Facet ma ksywę „Profesor”. Za 10 hr pomaga mi wybrać z klasyfikacji działalności ekonomicznej to, czego potrzebuję: 92.34.0: inna działalność widowiskowo-rozrywkowa (to jakby ktoś pytał, czym się będę zajmować).
Krok 5. Opłata. Opłata wynosi 34 hr, plus 5 hr dla banku. Można i bez prowizji, ale Oszczadbank, który przyjmuje bez prowizji przeżywa oblężenie tłumów staruszków, którzy oszczędzali w nim w czasach ZSRR i potem wszystko stracili. Teraz dostają rekompensaty 1000 hr. Z kwitkiem spowrotem do urzędu, i do okienka nr 6.
Krok 6. Kolejka. Trzeba było zająć, bo idzie bardzo po woli. No trudno. Już niedaleko. Jeszcze tylko jeden krok. Jeden maleńki krok, nic więcej.
Krok 7. Konfrontacja z panią z okienka. Formularz nr 10 – dobrze; NIP – dobrze; opłata – jest. Paszport – w porządku. Adres zamieszkania? Na karteczce imigracyjnej? (wiecie, co to? Karteczka, którą wypełnia się na granicy, wpisując swoje dane i dokąd się jedzie. Połowa zostaje na granicy, druga połowa, ostemplowana, służy za wizę i meldunek na Ukrainie. Aha, służy.) Karteczka imigracyjna pani nie interesuje. Musi być meldunek (registracja). Z OWIRu (Oddział Wiz i Rejestracji). Oczywiście tłumaczenia, że do 90 dni nie dają, zdały się na nic.

Odcinek 2. OWIR

Oczywiście wiedziałam, że odmówią, bo już nie raz mi odmawiali. Tym razem jednak dostąpiłam „zaszczytu” rozmowy z naczelnikiem. Nawet nie był specjalnie niegrzeczny. Powiedział, że pani z okienka nie miałą racji, że karteczka imigracyjna to to samo, co registracja i do trzech miesięcy on nie może mi nic innego zaproponować. A jak koniecznie chcę, to mogę starać się o wizę biznesową, albo zarejestrować się w konsulacie, że przyjechałam na pobyt stały. Cały czas jednak na twarzy miał wypisane, że ma to głęboko gdzieś i jedynym celem tej rozmowy jest, żebym zrozumiała, kto ustala tu reguły gry.

Odcinek 3. Konsulat

Dobrze mieć znajomości w konsulacie. Dzięki Grażynce zostałam umówiona na spotkanie w środę. Pogoda wiosenna, ja pełna nadziei. Wyłuszczam swoją sprawę pani, a ona na to: nie mogę wpisać na listę konsulatu bez registracji. No żesz ty …! Zastanawiamy się co robić. Pani zaczepia prosząc o pomoc przechodzącego akurat niejakiego p. Jacka (już raz nam pomógł odzyskać samochód z łap drogówki, może kiedyś opiszę). P. Jacek dzwoni do OWIRu, PROSZĄC naczelnika o przychylność. „Jurto, 9.oo, wejście z bramy, pierwsze drzwi na prawo”. „Z bramy? Nie tak jak wszyscy z ulicy?” „Jak się chce coś załatwić, to nie można wchodzić tak, jak wszyscy”. Oprócz tego radzi mi jeszcze wziąć od konsula odpowiednie pisemko.

Konsul prawny pisze mi pismo, które sam określa mianem „zaklęć”, które mają podziałać na naczelnika. „Pani jeszcze nie zna tutejszych urzędów. Tu najwięcej zależy od widzimisię”.

Czekam jeszcze chwilę na korytarzu, oglądam zdjęcia Aleksego Iutina, Rosjanina, ale związanego z Polskim Teatrem we Lwowie. Piękne martwe natury z przedwojennych przedmiotów codziennego użytku, ale niecodziennie ukazanych. Szkoda, że nie mogę wam pokazać. Rozmawiam trochę z panią Irenką, która akurat sprząta na korytarzu. Mówi, że jej dzieci nie rozumieją, nie chcą wierzyć w to, jakie teraz mają możliwości. Córka kończy studia w Polsce. „Kiedy ja jako młoda dziewczyna chciałam jechać do Polski, musiałam przejść przez szereg urzędów, które dokładnie sprawdzały, czy nie jestem szpiegiem, a na koniec i tak wydały decyzję odmowną. Wyjazd do rodziny to nie był powód – niech rodzina przyjedzie tu, jak tak bardzo chcą się spotkać – tak mówili”. Ja też wolałabym nie wierzyć. To brzmi jak zła bajka.

W końcu wszystko jest. Pieczątka, koniecznie okrągła. I słowa pożeganie: „jesteśmy tutaj, żeby pani pomóc”. Jeżeli czasem przychodzi mi do głowy pojęcie „ojczyzna” – to w takich chwilach.

Odcinek 4. OWIR – reaktywacja

Pogoda się popsuła. Padał deszcz ze śniegiem, kiedy szliśmy z mężem i z Witusiem do OWIRu. Pan naczelnik przyjął nas z chłodną uprzejmością, registrację oczywiście zrobi, ale tylko na 3 miesiące, powiedział, jake dokumenty są potrzebne. I nie omieszkał dodać, że takie pismo z konsulatu oczywiście do niczego go nie zobowiązuje, ale… Na koniec się rozkręcił i powiedział, że zaprasza nas na sobotę, bo mniejszy ruch.

Tak więc, ciąg dalszy jeszcze nastąpi.

dodaj do notanika

1
Dodaj komentarz

1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aśka

A ja myślałam że w Polsce jest ciężko….Pozdrawiam z Lublina

otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send