Czerniowce: secesja (dużo zdjęć)

W pierwszym odcinku o Czerniowcach pokazałam Wam super-petardę, ale więcej takich miejsc już tu nie będzie. Jakiś czas temu przestałam zwiedzać, chodząc po najbardziej znanych zabytkach, must-see czy landmarks. Po prostu mnie to nie interesuje. Interesuje mnie miasto obdarte z wszelkich ozdób i biżuterii, jego nagie tkanki, jego bebechy. Jeśli podzielacie mój punkt widzenia, zostańcie, mam wam sporo do pokazania.

Do Czerniowców pojechałam w sprawach rodzinnych, zupełnie nieprzygotowana. Miałam tylko jeden dzień. Przy śniadaniu przeczytałam jeden artykuł (link a końcu) i wynotowałam sobie cztery miejsca, które chcę odwiedzić. Reszta była na żywioł – po prostu chodziłam na oślep, odwiedzając każde otwarte (i połowę zamkniętych) podwórko i klatkę schodową.

Czerniowce rozwijały się najaktywniej w okresie autonomii – a więc na przełomie XIX i XX w., podobnie jak Lwów. Można się więc było domyślić, że znajdzie się tu sporo architektury secesyjnej, którą lubię. Tak też się stało. Popatrzcie tylko na to:

Błękitna kamienica

Kilka obiektów zrobiło na mnie szczególne wrażenie. Pierwszym z nich była „błękitna kamienica” – sama ją sobie tak nazwałam (ul. Gorkiego 11), której wejście już zapowiadało ciekawe wrażenia w środku. Piękne, metalowe drzwi wejściowe w stylu wiedeńskiej secesji prowadzą do korytarza i klatki schodowej wyłożonej płytką cementową z stylizowanym motywem roślinnym. Wszystko jest tu niebieskie, pomalowane współcześnie, ale pasuje do tego stylu. Okna klatki schodowej wychodzą na podwórze, balustrada schodów zawija się elegancko na parterze. Pierwsze piętro jest doświetlone przez świetlik. Na jednych drzwiach zachowała się oryginalna skrzynka na listy z rumuńskim napisem. 

Kamienica pod sową

Druga była „kamienica pod sową” (Gorkiego 21). Jeszcze potężniejsza, większa, asymetryczna, zajmująca cały narożnik. Z jednej strony zdobił ją pion wciśniętych w fasadę balkonów, z drugiej stylizowane na palmy pilastry. W odróżnieniu od poprzedniej styl zdradzał wpływy sztuki ludowej, pojawiły się elementy geometryczne. Drzwi wejściowe nie wpuszczały do środka światła, zapewniało to kiedyś poziome przeszklenie nad wejściem. W drzwiach wewnętrznych zastosowano różne faktury szkła. Szeroką, jasną klatkę schodową zdobiła fantastyczna balustrada w stylizowane maki. Zachowała się tu nawet oryginalna tabliczka z numerem piętra po niemiecku.

Hotel Bristol

Nieopodal, na pl. Filharmonii góruje nad okoliczną zabudową ogromna, secesyjna bryła hotelu Bristol. Odnowiona fasada sugeruje, że w środku można znaleźć ciekawe wnętrza, tymczasem… mieści się tu akademik. Tak, nie przesłyszeliście się. Taki „żarcik” władzy sowieckiej. Jak zapewnił mnie portier, w środku nie ocalało nic z dawnego wyposażenia :( To był największy szok tego wyjazdu.

Altana

I na koniec małe (ale nie, jednak nie takie małe) znalezisko: altanka. W kolejnym odwiedzonym podwórku, zresztą przy głównym deptaku (ul. Kobylańskiej, nieparzysta strona, niestety nie zapisałam numeru) stoi sobie secesyjna altana. Nigdy wcześniej nie widziałam nic podobnego – podwórka zazwyczaj pełniły funkcję gospodarczą, stoi tu zresztą trzepak, też nie nowy. Do altany wiodą jednak schody, no i nie wyobrażam sobie, jak ktoś mógłby ją tu przytransportować? Myślałam najpierw, że jest porzucona, ale to chyba jednak jej pierwotne miejsce. Stoi sobie jak gdyby nigdy nic, jak gdyby za chwilę miała tu zagrać muzyka, strzelać korki od szampana, a panowie w smokingach obejmować swoje damy…

źródło:

Незвідані Чернівці. Де наливали алкоголь у борг, про балкончик Кохановського та чому місто має Божий захист

 

0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x