Pozdrawiam z okazji…

„Pozdrawiam z okazji 236-tej rocznicy przyłączenia Galicji do Austriii 19 września 1772 roku!”.

Takiego dostałam sms-a dziś rano, po ukraińsku. To już nie pierwszy. Wcześniej było:

„Pozdrawiam z okazji 101-ej rocznicy wprowadzenia Powszechnego Prawa Wyborczego w imperium austro-węgierskim 27 stycznia 1907 roku!”;

„Pozdrawiam z okazji 149-tej rocznicy pierwszej konstytucji Austrii z dnia 7 marca 1849 roku!”;

„Pozdrawiam z okazji 160-tej rocznicy wprowadzenia Wolności w Galicji przez cesarza Ferdynanda 23 kwietnia 1848 roku!”;

„Pozdrawiam z okazji 652-giej rocznicy nadania Lwowu prawa magdeburskiego 17 czerwca 1356 roku!”;

„Pozdrawiam z okazji 178-ej rocznicy urodzin Franciszka Józefa 17 sierpnia 1830 roku!”;

„Pozdrawiam z okazji 325-ej rocznicy zwycięstwa Austriaków, Polaków i Wenecjan nad Turkami pod Wiedniem 12 września 1683 roku!”;

i dwa z okazji świąt religijnych (tu cytuję w orginale):

„Witam Pani z Narodzenn’em Najswietej Mariji Panny!”

„Christus ist auferstanden! Wahreit ist auferstanden! Witaju Was z Woskresinn’am Hospodnim, bazaju Wam szczast’a, zdorowja i Bozoho blahoslowenn’a!”

***

Kiedyś na seminarium dla przewodników podszedł do mnie jeden z uczestników, na oko może w moim wieku, lub nieco starszy, i wymieniliśmy się telefonami. Wkrótce potem zaczęłam dostawać te smsy. Widuję go czasem na ulicy, albo w Kamienicy Królewskiej (on pracuje w Muzeum Historycznym). Czasem zaczepi, a cechę pożądaną u przewodnika – gadatliwość – ma nawet w nadmiarze.

W tym roku wygłaszał też referat na wspomnianym seminarium. Trudno mi nawet przypomnieć sobie dokładnie temat, dotyczył chyba samorządu Lwowa w czasach austriackich (pan jest jak widać zagorzałym wiebicielem Babci Austrii), a to dlatego, że tematykę przesłoniła forma podania. Mianowicie prelegent w trakcie odczytu nawiązywał do różnych dokumentów, podając ich numery i daty, i to nie tylko w języku ukraińskim, ale także i w niemieckim orginale. A liczebniki niemieckie są, ja wiadomo, bardzo długie. Dlatego samo tłumaczenie tych cyfr zajęło połowę czasu przeznaczonego na referat. No i sama absurdalność tego pomysłu, żeby z taką dokładnością te numery w orginale przytaczać? Np.siebenhundertdreiundachtzigtausendvierhundertsechzehn – kto to zdążył zanotować?

Tutaj przy okazji można by wysnuć też refleksję. Raczej niewesołą. Wydaje mi się, że dla Ukraińców okres austrowęgierski we Lwowie, w Galicji, jest zazwyczaj traktowany jak złote czasy. Owszem, nie można odmówić Austriakom wielu zasług dla podźwignięcia gospodarki na tych terenach i zbliżenia ich nieco do bardziej cywilizowanej części Europy po włączeniu terenów Galicji i Lodomerii do państwa Habsburgów. Była to zresztą przez długi czas najbardziej zacofana prowincja tego imperium. Nic dziwnego – po tym, co się działo w Rzeczpospolitej od połowy XVII w. – powolny upadek, polityczny, a przede wszystkim gospodarczy. Lwów jako miasto żyjące z handlu ucierpiał na tym bardzo. A dodatkowo poniósł wielkie ofiary w czasie trwających całe stulecie wojen – był jedną z tych twierdz, na które uderzenie padalo w pierwszej kolejności, w samym tylko XVII w. Turcy i Tatarzy podchodzili pod Lwów około 20 razy. Ani razu go nie zdobyli. Tak samo jak Kozacy i Szwedzi w czasie Potopu. To właśnie Ci ostatni byli pierwszymi najeźdźcami, którym udało się wtargnąć za mury miejskie – dopiero na początku XVIII w! Ale miasto spustoszyli nie gorzej, niż by to zrobili Tatarzy. Poza tym Lwów był miastem nobilitowanym, miał obowiązek wystawiania jeźdźców na pospolite ruszenie.

Nic dziwnego, że kiedy Austriacy wkroczyli do Lwowa (jak tam? Aha, dokładnie 236 lat temu, ciekawe czy też tak padało?), zastali miasto w fazie krańcowego upadku. Pieniędzy brakowało na wszytsko. Połowa kamienic w Rynku stała pusta, bo ich właściciele ukrywali się, żeby nie płacić podatku od nieruchomości. Owszem, trwał zakrojony na szeroką skalę remont Katedry. To musiało zaimponować Austriakom, bo arcybiskup Sierakowski został pierwszym w Galicji hrabią (w Rzeczpospolitej nie było tych tytułów – szlachcic na zagrodzie był równy wojewodzie, przynajmniej teoretycznie).

Wkrótce w podróż rekonesansową po swoich nowych włościach wybiera się Józef II – cesarz austriacki, władca absolutny, acz oświecony (juz samo to, że się tu wybrał osobiście, dobrze o nim świadczy). To jego matka, Maria Teresa, podpisała traktat rozbiorowy, choć plotka mówi, że bardzo nie chciała, takie miała dobre serce. Więc płakała, ale podpisała – co było robić, wkręciło ją w tryby Historii i nie miała wyjścia. Tak mówią. Józefa przykra niespodzianka spotkała już na samym lwowskim Rynku – jego kareta ugrzęzła w błocie i trzeba było ją wyciągać wołami. Cała ta Galicja to musiało byc niezłe bagno.

Józef II dał się zapamiętać jako zapalony reformator. Przeprowadził reformę religijną, administracyjną, oświatową, nawet urbanistycznie Lwów przeżył za jego czasów rewolucję (rozebrano mury miejskie). Chyba się rozpisałam za bardzo. Miało być o tym, że Ukraińcy Austriaków wspominają z rozrzewneniem, a nas jako zaborców. Czekałam ostatnio na grupę w Muzeum Historycznym – zwiedzali „królewskie apartamenta”. W międzyczasie przyszła para, chyba z Kijowa, i zapytali pani bileterki, z głupia frant, dlaczego to się nazywa sale królewskie. „Bo ten budynek należał kiedyś do króla. Polskiego, wtedy Ukraina była pod polską okupacją”. Wyjaśniła. A wszystko dlatego, że Rusini w Rzeczpospolitej byli dyskryminowani i spychani na margines, a za Austrii rozwinęli skrzydła.

dodaj do notanika

Share and Enjoy !

0Shares
0 0
otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send
1
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x