Dawno nie było o tramwajach ;) Dziś kolejna porcja przygód za one grivna fifty kopijok.

Po południu wybrałam się załatwić pewną sprawę. Samochód mam w warsztacie, ale że dojazd tramwajem bardzo korzystny – wybrałam ten środek transportu. Po godzinach szczytu tramwaje są pustawe, nie stoją w korkach, zawsze jest miejsce (moja córka jak była mała siadała tylko na czerwonych siedzeniach przy oknie, dla zasady, więc ja też staram się wybierać czerwone). Wzięłam książkę, aparat i kurtkę przeciwdeszczową, bo widok z balkonu nie zapowiadał nic dobrego.

Po minięciu kilku przystanków pani motornicza ogłosiła przez głośniczek (tym razem działający), że na trasie kilka przystanków dalej był wypadek i tramwaj zmienia trasę. Otworzyła drzwi i większość pasażerów wyszła. Ja zostałam, bo mój przystanek był już za objazdem. Tramwaj jednak nie przejechał 100 m., jak sytuacja widać się zmieniła, bo pojechał swoją zwykłą trasą. Ciekawe, co pomyśleli sobie Ci, którzy przed chwilą wysiedli? Pewnie to, co ja jakiś czas temu, kiedy pani motornicza na jednym z przystanków zawołała dyżurującego obok mechanika i zaczęła się z nim kłócić, że tramwaj jest zepsuty, i ona pod górkę nie pojedzie. Mechanik zajrzał pod tramwaj, coś tam poszperał i powiedział, że pojedzie. Wtedy pani motornicza bardzo wzburzona oznajmiła pasażerom, że tramwaj jest zepsuty i musi jechać do zajezdni, wysadziła wszystkich, a właściwie przesadziła do nadjeżdżającego drugiego tramwaju, po czym pomknęła sobie pod górkę zwyczajną trasą.

Na najbliższym przystanku wsiadł do tramwaju człowiek z wielkim secesyjnym fotelem. Niestety ludzie zasłaniali mi częściowo widok i nie mogłam zrobić zdjęcia. Nie mógł się jednak w nim rozsiąść, gdyż fotel nie posiadał siedziska.

W drodze powrotnej zdążyłam na tramwaj tuż przed nadciągającą burzą. Lunęło, kiedy tramwaj odjechał z przystanku. Przedtem pani motornicza wyszła z kabiny i osobiście pozamykała dokładnie wszystkie okna.

Mniej więcej w połowie drogi tramwaj zaczął porządnie przeciekać (akurat nad moim siedzeniem, czerwonym przy oknie). Po kolejnych trzech przystankach… nagle stanął w szczerym polu ulicy Łyczakowskiej, bo w trakcji wyłączono prąd. Pani m. otworzyła przednie drzwi, jednocześnie zachęcając do pozostania w tramwaju: „ludzie, po co, na ten deszcz… zmokniecie… może zaraz włączą”. Rzeczywiście lało porządnie i co chwila biły pioruny. Stan osobowy w tramwaju topniał z minuty na minutę, a tymczasem pani m. nadawała przez telefon do innej pani m., jak można było wywnioskować z kontekstu rozmowy: „- … tak, stoimy. Stoimy i opalamy się. Ku czci czego wyłączyli prąd?! Że pioruny? Tak się trzęsą o tą elektrownię na Sacharowa, jakby nie wiem co. No trudno, będziemy nocować. Co roku to samo. W zeszłym roku dwa razy nocowałam. Pod rząd”. Nieliczna garstka pozostałych w tramwaju pasażerów spojrzała po sobie, a pani m. kontynuowała: „jakby co, to spożywczy jest blisko… oj, już zamknięty. I „Rodzinna Kiełbaska”. Buty mam już całkiem mokre, i to torebki mi się nalało. No nic, mam czas, to przy okazji podłogę umyję w kabinie i kurze powycieram…”

Nie zdążyła jednak umyć podłogi, może dlatego, że miała za dużo darmowych minut. Nie minął kwadrans, jak włączyli prąd i tramwaj ruszył.

 

***

Pierwszy tramwaj elektryczny we Lwowie wyjechał na ulicę równo 120 lat temu (31 maja była rocznica). Została wówczas uruchomiona (przez firmę Siemens) elektrownia tramwajowa przy ul. Wuleckiej (ob. Sacharowa), która z czasem obsługiwała także oświetlenie gmachów publicznych we Lwowie, np. teatru miejskiego. W latach trzydziestych obok powstała nowa elektrownia, która długo nie służyła, bo w czasie wojny w budynku mieściło się kolejno NKWD, Gestapo, NKWD. Obecnie jest tam Służba Bezpieczeństwa. Więc o JAKIEJ elektrowni na Sacharowa była mowa….?

 

dodaj do notanika

2
Dodaj komentarz

2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Małgorzata

Około dwa tygodnie jechałam siódemką. Nagle się zatrzymaliśmy, bo na naszej trasie stała zepsuta marszrutka. Pani motornicza przez mikrofon powiedziała: ‚Marszrutka się zepsuła, panowie proszę wyjść i pomóc przepchnąć, nie będziemy przecież tak tu stali!’ i mężczyźni potulnie wyszli w czynie społecznym pchać marszrutkę. Pani motornicza po jakimś czasie weszła do wagonu z pytaniem ‚czy się jeszcze jacyś mężczyźni?’ na wypadek jakby się jakiś schował :D akcja trwała może z 5 minut, ruszyliśmy dalej.

otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send