65. – Jasiu!

– Co tym razem babciu? Jest mi zimno czy jestem głodny?

Napisałam jakiś czas temu o pomocy dla Polaków na wschodzie, której sama stałam się „obiektem”. Chodziło wówczas o dwie chińskie zupki, herbatę i kilo cukru, które jakaś dobra dusza, zapewne z najlepszymi zamiarami, wysłała naszej, wielodzietnej rodzinie do Lwowa. Zuważyłam wówczas, może mało delikatnie, że pomoc była raczej nietrafiona, z zupkami czy bez żyje się nam we Lwowie tak samo, jak poprzednio. Kilka osób się z tego pośmiało, ale dostałam też poważny telefon, że moja opinia jest szkodliwa, że drugi raz pomocy nie będzie, i że „darowanemu koniowi…”. Nie chcę nikomu szkodzić, więc tamten post usunęłam.

Temat jednak powrócił niespodziewanie kilka dni temu. W sieci pojawiło się nagranie, zrobione ukrytą kamerą, na którym słychać (ale nie widać), jak pani z jednej z polskich organizacji ze Lwowa krytykuje akcję „Paczka dla Ukrainy”, argumentując, że ta forma pomocy była dobra w latach 90-tych, teraz się nie sprawdza, a dodatkowo konfliktuje samych Polaków. Nagranie zostało usunięte, pozostał tylko komentarz: „Trzeba mieć tupet żeby walić takie powalone komentarze jak ten nadesłany redakcji. Świetna robota, proszę kontynuować dzieło”. Nie poczułam się obrażona , kiedy obdarowano mnie dwoma chińskimi zupkami, bo widziałam w tym dobrą wolę i chęć, choć może nieumiejętną, niesienia pomocy. Ale ten komentarz już jest obraźliwy, bo daje do zrozumienia, że tam w Polsce wiedzą lepiej co tu nam we Lwowie jest potrzebne i nasza opinia nikogo nie obchodzi.

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest