chmielnicki wycieczki chmielnicki przewodnik po chmielnickim

Chmielnicki. Czy warto się zatrzymać?

Mowa o mieście Chmelnicki, dawnym Płoskirowie, nie o Bohdanie Chmielnickim.

Jeśli kiedyś będziecie chcieli wybrać się na Podole (wybaczcie, ale kto dojechał tylko do Kamieńca, nie wie, czym jest Podole!), prawdopodobnie droga zaprowadzi was do Chmielnickiego. Miasto należało niegdyś do Korony i było prywatnym, w rękach Lanckorońskich i Zamojskich. Ci ostatni pozostawili na Podolu ślad w postaci osadnictwa z Mazowsza – jak np, wieś Maćkowce pod Chmielnickim, do dziś zamieszkiwana niemal wyłącznie przez Polaków.

Z tych czasów jednak nie znajdziemy tam śladów. Zachowane zabytki miasta to pamiątka po zaborze rosyjskim. Przy pieszej ulicy Proskuriwskiej znajdziemy charakterystyczne dla carskiej Rosji kamieniczki w „ceglanym stylu”, a nieco dalej, wzdłuż ulicy Hruszewskiego szereg willi z przełomu XIX i XX w. Większość starych budynków jest oznaczona kodami QR, które po zeskanowaniu prowadzą na stronę z opisem zabytku (niestety, tylko po ukraińsku).

W Chmielnickim spotkaliśmy się ze znajomym, ukraińskim pisarzem z Donbasu. „Nie wiem, czy znajdziecie tu dla siebie coś ciekawego. Mnie się Chmielnicki podoba, bo to takie przeciętne sowieckie miasto. Przypomina mi rodzinną Makijewkę”. Zawsze jednak wychodzę z założenia, że wszędzie jest coś ciekawego. Na przykład to:

Dom hr. Binieckiej

Typowa parterowa willa ul. Hruszewskiego, za czasów carskich – ul. Komercyjnej, jednej z najbardziej reprezentacyjnych w mieście. Należał do hrabiny Binieckiej, W czasie I wojny światowej hrabina urządziła tu szpital polowy i sama wraz ze swoją służbą opiekowała się rannymi. Nie pomogło jej to, a może i zaszkodziło w oczach nowej władzy – wraz z nadejściem bolszewików jej dom został znacjonalizowany i przydzielony jako mieszkanie dowódcy Czerwonych Kozaków, jednej z trzech największych armii konnych ZSRR (po Budionnym i Kotowskim). Mimo to willa, w niemal oryginalnym kształcie zachowała się do naszych czasów. Sam sztab znajdował się w innej, większej willi naprzeciwko:

willa zajęta w 1921 r. na sztab Czerwonych Kozaków
Willa z pocz. XX w., obecnie muzeum literatury
kamienica im. „X rocznicy Października”

Byłam przekonana, że to secesyjny budynek przerobiony później na komunistyczną modłę, ale nie – okazuje się, że tak wyglądała architektura bolszewicka, zanim nie dorobili się własnego stylu. Rok 1927, trochę secesji, a trochę komunistycznych symboli ;) I całość prezentuje się całkiem schludnie. Płytki zdobiące fasadę wożono aż z Charkowa. Dom był przeznaczony dla działaczy partyjnych i wojskowych. Obok stanął kilka lat później drugi dom mieszkalny, dziś już nieistniejący, nazywany „Nowym Bytem” – był to jeden z eksperymentów nowej władzy, bo dom urządzony był na wzór komuny – wszystkie mieszkania miały tylko jedną, wspólną kuchnię z jadalnią, pokój dziecięcy (coś w rodzaju przedszkola) i pokój „czerwony” – dla zebrań robotniczych i ew. wypoczynku.

dom Michaiła Szilmana

Kolejna willa przy ul. Komercyjnej należała do Michaiła Szilmana, właściciela kilku przedsiębiorstw w mieście – młyna, stolarni, fabryki słodowej, drukarni. Część z nich kontynuuje działalność do dziś, jak np. fabryka mebli, wywodząca się z dawnej stolarni.

kamienica nr 7 przy Proskirowskiej

Ul. Proskurowska, nazwana tak od dawnej, rosyjskiej nazwy miasta jest główną (obecnie pieszą) i jedną z najstarszych ulic w mieście, częścią szlaku do Latyczowa. W różnych okresach nazywana najbardziej prestiżowymi dla epoki imionami – cara Aleksandra, 25 Października, Lenina. Typowa zabudowa jest piętrowa, w rosyjskim „ceglanym” stylu. W kamienicy nr 7 mieściły się niegdyś eleganckie, w iście wielkomiejskim stylu, delikatesy Żurawlowych – rodziny, która miała sieć sklepów na południu ówczesnej Rosji, m. in. w Kijowie. Szczytem szyku i pozycji towarzyskiej było robienie tam zakupów. Mieszkanie właścicieli mieściło się na piętrze.

ul. Proskuriwska 13

Nieco dalej wzdłuż deptaka nietypowa kamienica, w stylu historyzmu – początkowo dwupiętrowa, dziś 3-piętrowa. Została wybudowana w l. 90. XIX w. przez Ludwika Dieriewojeda, który na parterze otworzył nowoczesną aptekę (niestety już nie istnieje). Dieriewojed miał szlacheckie pochodzenie, a w mieście ogromny autorytet – przez 30 lat zasiadał w radzie miasta.

To tylko kilka budynków, które obejrzeliśmy w trakcie krótkiego, godzinnego spaceru po starej części miasta i absolutnie nie wyczerpuje tematu. Na pewno warto wrócić po więcej! Wszystkie zdjęcia można obejrzeć tu:

I jeszcze dwa zdjęcia o dzisiejszych aspiracjach Chmielnickiego:

źródła:

https://elib.nlu.org.ua/view.html?id=9545

5 1 vote
Ocena artykułu
Subscribe
Powiadom o
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

polecam bo na pewno się Pani spodoba a czyta się to bardzo szybko. tytuł jest trochę niefortunny bo tak naprawdę powinno się to nazywać „Zza Zbrucza” a nie „Zza Buga” ale chodzi pewnie o to że ludzie by nie zrozumieli tytułu. wypomnienia dotyczą lat 30tych i wojny na terenie, który znalazł się w ZSRR po traktacie ryskim a nie na kresach 2RP co sugeruje tytuł. można powiedzieć że jest to dobry materiał na film, historia trochę w stylu „Europa, Europa” Agnieszki Holland tylko, że inny totalitaryzm.

Nie wiem jak jest teraz, ale ze dwadzieścia lat temu Polaków w rejonie Płoskirowa było nieco ponad 20tys. Nawet klub sobie założyli o nazwie Polonia Chmielnicki, tak ze dwa lata przed reaktywacją Pogoni Lwów. Nie jestem jednak pewien czy do dziś przetrwali. Grali w piłkę w bardzo niskiej klasie rozgrywkowej.
Fajna ta jasna kamienica z reklamą proStor. Takie mieszkanko ze 160 metrów na pierwszym piętrze mogłoby być całkiem „si”, tylko do roboty i na Legię strasznie stamtąd daleko :)

Już właśnie oczami wyobraźni widzę kibolską relację z takiego meczu na na przykład takim powiedzmy kibice.net:

 

„Polskie Derby na Ukrainie. Legia Płoskirów – Polonia Chmielnicki. Po stronie Legii kilkunastu typa na oko 45-55 lat, w stylu angielskim, z browarami w łapach i bańdziochem na wierzchu. Polonii ze trzydzieści głów głównie z leżaczkami, widziane też balkoniki. Po początkowej „wymianie uprzejmości”, ostatecznie do starć nie doszło z powodu ociężałości obu ekip.

Na trawniku przy jednej z osiedlowych ulic, gdzie rozgrywano spotkanie padł bezbramkowy remis. W wyniku nie wiadomo czyjego niedopatrzenia po prostu nie zamontowano bramek.”

 

:D

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest