Jordan, Wodochreszcza – święto obchodzone 19.I (6.I wg kalendarza juliańskiego) na pamiątkę chrztu Chrystusa w Jordanie. Dzisiaj w cerkwiach święci się wodę (a w niektórych święcono już wczoraj), nad dużymi zbiornikami wodnymi praktykowane było święcenie wody w przeręblu (i zimy były nie te, co dziś). Dzisiaj też jest bodajże św. Jana (Chrzciciela), ale to muszę sprawdzić. Okazuje się, że imieniny (o których pisałam w jednej z wcześniejszych notek) obchodzi się w każdym terminie – np. Iwana 2 razy do roku – latem i zimą.

Jordan to dzień, kiedy u babci Oli odbywa się praznyk. Po polsku odpust, ale to nie do końca to samo. Odpust kojarzy się z świętem kościelnym i kramami kiczowatych zabawek, pańską skórką i watą cukrową na patyku. Praznyk to też święto kościelne, ale połączone z uroczystym przyjęciem w domu, na które zjeżdża się cała dalsza i bliższa rodzina. Jest to święty obowiązek i najczęściej jedyna w roku okazja do odwiedzin. Według mnie fenomenalna instytucja społeczna podtrzymująca więzi rodzinne, sto razy lepsza niż urodziny/imieniny i tym podobne okazje. Gości było ponad 20 osób, w tym część ze Złoczowa i Sokala.

Na praznyk właściwie nie potrzeba specjalnego zaproszenia. Każdy wie, kiedy i gdzie takie święto ma miejsce i odwiedzenie rodziny uważa się za oczywiste. Tak ja za oczywiste uważa się urządzanie w tym dniu przyjęcia, jeśli się należy do danej parafii. Do przyjęcia babcia Ola przyłożyła się o wiele bardziej sumiennie niż do przygotowania świąt. Właściwie większość rzeczy robiła mama, ale pod komendą babci. Było więc kilka rodzajów sałatek, sery i wędliny, gołąbki, naleśniki z nadzieniem drobiowym, bulion, kurczak z pure ziemniaczanym. Możliwe, że była też kaszanka i kapusta, bo to żelazne punkty na takim praznyku, ale goście i tak byli przejedzeni i na stół te specjały już nie trafiły. A może mama w tym roku z nich zrezygnowała. Były też owoce i różne rodzaje ciast i ciasteczek, tort. Ze słodkości było także ulubione babci „czarne” – rodzaj galaretki u dołu białej, z wierzchu brunatnej. „Czarne” pamiętam jeszcze z pierwszego praznyka u babci, ale do tej pory nie pytałam, z czego oni to robią. Może trzeba przepis wziąć dla potomności (teraz modne jest pisanie z przepisami w treści ;).

O ile na święta wszystko toczy się utartym kulinarnym szlakiem, to praznyk jest polem do popisów i eksperymentów, a przepisy podpatrzone na jednym praznyku jak się domyślam migrują na kolejny. Jaki jest rodowód tych nowinek też można się tylko domyślać – ja stawiam na tygodniki z programem TV lub podobną prasę. U babci Oli były więc na przystawkę 3-piętrowe krakersy z jakimś twarożkiem pomiędzy i hit dnia: sałatka-słonecznik. Co było w środku, nie zostało przeze mnie do końca rozpoznane, jakaś mieszanina ryżu, marcewki imoże jesczze czegoś. Natomiast podana była w sposób następujący: rozłożona płasko na okrągłym talerzyku, na wierzchu posypana tartym jajkiem, kratka z majonezu i w każdej krateczce kółko z czarnej oliwki. Dookoła zaś spod sałatki wystawały… chipsy – niby płatki tego słonecznika.

Skoro już o kulinariach mowa, to do kanonu ukraińskiej kuchni wszedł już chyba wynalazek pod nazwą tort wątróbkowy. Są to płaskie, okrągłe plasterki pieczonej wątróbki pzrekładane majonezem, i ozdobione na wierzchu.

 

Z takich ciekawostek kuchennych to mój mąż do tej pory wspomina, jak jego mama zrobiła kiedyś sałatkę z miwiny (zupki wietnamskiej). Z tej miwiny chyba były też swego czasu kotlety. Ale ten pomysł nie przeszedł próby czasu i nie zapisał się jako tradycyjne danie kuchni ukraińskiej.

dodaj do notanika
otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send