Józia Dzwonkowska – stanisławowska miłość Iwana Franki

Wiedziałam, że Iwan Franko był kochliwy i jego historii z kobietami wystarczyłoby na jakiś mini-serial, wiedziałam także, że różnie mu się układało z Polakami. Ale dopiero przy okazji wyjazdu do Iwano-Frankiwska (Stanisławowa) poznałam tragiczno-romantyczną historię jego miłości do Polki ze Stanisławowa, Józefy Dzwonkowskiej. 

Józia Dzwonkowska

Podczas odwiedzin u przyjaciela, stanisławowskiego socjalisty Władysława Dzwonkowskiego, Franko zakochał się na zabój w jego siostrze, Józi. Rodzina Dzwonkowskich pochodziła z Królestwa Polskiego, ojciec był powstańcem i niespełnioną miłością Narcyzy Żmichowskiej, po upadku powstania musiał uciekać do Paryża, gdzie związał się z towiańczykami.  W 1871 r. osiedlił się w Galicji, po kilku latach zmarł. Matka pochodziła ze spolonizowanej, francuskiej rodziny Deskurów, także zasłużonej dla Rzeczpospolitej. Rodzina była w złej sytuacji finansowej, Franko miał plany pomocy Dzwonkowskim poprzez założenie spółki rolniczej na bazie ich gospodarstwa, które jednak nie zostały zrealizowane.

Józia nie odwzajemniła jego gorącego uczucia. Pisemne oświadczyny wysłane na ręce matki dziewczyny spotkały się z chłodną odmową. Być może przyczyną był niski status społeczny Franki (był synem kowala, Józia pochodziła z rodziny ubogiej, ale szlacheckiej i z wielkimi tradycjami), może jego narodowość, a może w końcu niedostatki urody fizycznej. Jak się jednak okazało, stanisławowska piękność już nie pierwszy raz odrzucała męskie zaloty, wręcz była z tego znana w sąsiedztwie. Franko mówił o niej „harda księżniczka” (horda kniahynia). Tęsknił, wzdychał, pisał wiersze po polsku i ukraińsku, ale ona była niewzruszona.

DO JÓZI DZWONKOWSKIEJ

Nowy rok! Swej postaci wprawdzie świat nie zmienia,

Lecz dla nas to ogólny termin przypomnienia.

I ja się przypominam Tobie bolejący,

Choć wzgardzony przez Ciebie, ale kochający…

 

Nie sobie ja przyjednać pragnę miłość Twoją,

Choć za jej promyk jeden dałbym duszę moją,

Choć sił by mi dodawało w tej życia zawiei

Jedyne słówko Twoje: „Dąż! Nie trać nadziei!”

 

Lecz ja cierpię milcząc. Moich życzeń sploty

Twojego tylko szczęscia pragną, śnie mój złoty.

Niech nigdy myśl Twa z czynem nie będzie w rozterce

I niech dla godniejszego zapłonie Twe serce!

Po kilku latach okazało się jednak, w czym tkwiło źródło takiego zachowania słynącej z urody dziewczyny. Była ona chora na gruźlicę, chorobę wówczas nieuleczalną. Wiedząc o tym, że śmierć zabierze ją przedwcześnie, nie chciała zakładać rodziny. Wybrała zawód wiejskiej nauczycielki. Zmarła w 1892 r., wieku 30 lat. Pochowano ją w Stanisławowie, razem z wcześniej zmarłym ojcem. Grób cudem przetrwał czasy komunistyczne i niszczenie stanisławowskich nekropolii, ale został zniszczony w latach 80. XX w. Współcześnie umieszczono płytę pamiątkową na skwerze w miejscu dawnego cmentarza miejskiego. Dom Dzwonkowskich nie zachował się, znajdował się przy obecnej ul. Ostrowskiego.

Dziewczyna była jedną z trzech wielkich miłości w życiu Franki. W gabinecie trzymał potret anonimowej dziewczyny z makami we włosach – prawdopodobnie był to portret Józi. Zanim umarła, ożenił się, choć żony nigdy nie kochał – ślub miał podłoże ekonomiczne i ideowe – towarzyszka jego życia pochodziła z Ukrainy Lewobrzeżnej i ich związek miał symbolizować jedność ziem ukraińskich po obu stronach Dniepru.

źródła:

http://lib.if.ua/franko/1314787619.html

http://lib.if.ua/franko/1312460610.html

http://www.umoloda.kiev.ua/regions/72/163/0/76802/

Ruch Literacki 1935 R.10 nr9-10

Maria Woźniakiewicz-Dziadosz, Dzieje przyjaźni entuzjastek w świetle listów Narcyzy Żmichowskiej do Bibianny Moraczewskiej

wielcy.pl

encyklopedia PWN

 

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest