Kupiłam koraliki na bazarku z pamiątkami koło Opery.

Pani sprzedająca powiedziała, że to czaroit (czarojid?). I że odgania złe moce. Jasne, że to żaden czaroit, tylko farbowane coś, ale…

Tak sobie pomyślałam – słyszeliście o tym, że można kogoś zauroczyć? Tak, mnie kiedyś też się kojarzyło tylko z baśniami ludowymi. Takie wierzenia niegdyś były powszechne – polegało to z grubsza na tym, że jeśli ktoś chce wyrządzić szkodę, to czasem wystarczy, że spojrzy – niektórzy ludzie mieli „uroczne” oczy, którymi mogli zmieniać spokojnego konia w narowistego, krowom odbierać mleko (na wsi – gorszego przestępstwa nie mogło być), ładne i grzeczne dzieci zmieniać na złe i krnąbrne. Podmianą dobrych dzieci na złe trudniły się też mamuny, ale te były podobno porośnięte na całym ciele rudym włosiem, co raczej nie mogło ujść uwagi tak łatwo jak uroczne oczy.

Ludzie najczęściej wiedzieli, kto w ich otoczeniu ma uroczne oczy, no i z kim mają na pieńku. A ratunek był tylko jeden – czerwony kolor. Nie wiem, na jakiej zasadzie to działalo – czy odwracał wzrok „czarownicy” od właściwego przedmiotu pożądania, czy też „pochłaniał czar, w każdym razie sposób był skuteczny. Nie zastanawialiście się, czemu na Podhalu konie mają czerwone pompony przy uprzężach? Właśnie po to.

Podczas moich pierwszych podróży na Ukrainę byłam zachwycona, jak takie stare zwyczaje dobrze się mają wśród tutejszych górali. Jeździiśmy na Bojkowszczyznę, w okolice Sławska. Do nowonarodzonego dziecka nikogo postronnego się tu nie wpuszcza (skądinąd dobra zasada), a wokół nadgarstka wiąże się mu czerwoną nitkę. Z tego co zaobserwowałam, to tę nitkę noszą dzieci do ukończenia 2-3 lat.

Okazuje się, że jednak to nie tylko Bojkowszczyzna hołduje takim zwyczajom (choć ciśnie się na usta „zabobonom”). Kiedy urodził się Wituś, ktoś chyba nawet proponował nam tę czerwoną niktkę, ale nie skorzystaliśmy. Przez to rodzina miała kłopot, jak małego ustrzec przed urokami. Któregoś razu byliśmy na wsi u babci Oli (35 km od Lwowa, pod Kamionką), Wituś jeszcze jako osesek leżał sobie w wózeczku na podwórku. Wtem nadeszła sąsiadka. Babcia widząc ją chwyciła za wózek i w szaleńczym tempie ewakuowała go na drugą stronę domu. „O, zobaczyła dziecko i przyszła zauroczyć„. Oczywiście nie powiedziała tego tej sąsiadce, tylko nam. Ciężkie życie miały na wsiach takie osoby. Mają, przepraszam.

Przy ostatnim spotkaniu rodzinnym rozmawiając z jedną z ciotek napomknęłam, że mamy problemy z Martą – odpowiedź była błyskawiczna: „a może kto zauroczył?”. Wśród dzeci odwiedzających naszą rejonową przychodnię i grupę żłobkową w przedszkolu, w którym pracuje mama, chyba z połowa dzieci ma czerwone nitki na rączkach. Czyżby w Poslce tego nie było, czy po prostu nie zauważałam? I nie chodzi o wieś, Lwów to miasto wielkości Krakowa!

Wracając do koralików, to najwyraźniej rola foletowych kamyczków jest taka sama – przeciwdziałanie czarom. Tylko troche bardziej mi będzie do twarzy, niż w czerwonych pomponach ;)

O czarach miłosnych będzie innym razem.  A co nieco o tym wiem…

dodaj do notanika

1
Dodaj komentarz

1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send