Po36 – nowa restauracja na Rynku

wystrój
8
obsługa
5
kuchnia
8.6
ceny
7.4
Reader Rating3 Votes
7.8
7.3

Tak już się we Lwowie porobiło, że nie można po prostu otworzyć lokalu z dobrą kuchnią i sprawną obsługą, trzeba klienta czymś zadziwić. 

Mamy już we Lwowie knajpy, do których schodzi się przez podziemną rzekę, takie, w których biczują pejczem i w których je się rękami, z wiszącymi na ścianach i stojącymi na dachach samochodami, a nawet z katem, który zamyka klientów w klatce i spuszcza do lochu… tak, turystów we Lwowie coraz trudniej zadziwić. 

Rekiny, fortepian i książę Poniatowski

Dla chcącego nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Zwłaszcza, jeśli w roli chcącego występuje miejscowy oligarcha, który nie musi się liczyć ani z kosztami, ani z urzędem konserwatorskim. 

W ten sposób powstała resturacja o enigmatycznej nazwie PO36. Znajduje się ona w Rynku, pod numerem 36. Wewnątrz wypatrzoszonej jak bożonarodzeniowy karp kamienicy umieszczony bogaty farsz: już na wstępie odwiedzających wita dwupiętrowej wysokości akwarium, w którym pływa prawdziwy rekin. Kolejne piętra urządzono w stylu glamour-bollywood z wykorzystaniem miliona sztucznych i żywych kwiatów, luster, podwieszanych sufitów, a także przezroczystego fortepianu i wielkiego portretu księcia Józefa Poniatowskiego. O ile obecność rekina mnie nie zaskoczyła, to księcia już tak. Rzeczywiście, dostojny gość nocował w kamienicy podczas swojego pobytu we Lwowie, ale czy umieszczanie portretu w korytarzu bez jakiejkolwiek adnotacji miałoby służyć upamietnieniu tego faktu? I czy do niego nawiązuje „Po” w nazwie restauracji? Pozostaje to dla mnie na razie zagadką. 

Dachami Lwowa

Wybraliśmy miejsce na tarasie – jednym z dwóch, a nawet trzech. Jeden mieści się na ostatnim piętrze od strony Rynku, gdzie usunięto część połaci dachowej; dwa inne, położone na różnych poziomach, znajdują się w tylnej części. Dolny taras jest bardzo przytulny i zaciszny, z miękkimi kanapami, z górnego zaś roztacza się piękna panorama na okolicę. Dla tego widoku warto było tu przyjść… bo już raczej nie dla niczego innego. 

Menu

Jedzenie w restauracji jest droższe, niż w przeciętnej lwowskiej knajpie. Za porsję pierogów zapłacimy tu 150 uah (ponad 20 zł), podobnie za sałatkę lub gołąbki. Najtańsze danie mięsne to ok. 200 uah (ok. 26 zł), steak z ukraińskiej wołowiny to już koszt 350-400 uah (50-60 zł). Kawa kosztuje tu 65 uah (prawie 10 zł), niewiele mniej… koszyk z kilkoma kromkami chleba (50 uah – 7 zł).

Za skromną kolację z butelką wina zapłaciliśmy 1660 uah (240 zł). 

Za ceną nie idzie niestety jakość obsługi – mimo, że połowa sal w restauracji świeciła pustkami, oczekiwanie na przystawki wyniosło 30 minut, a na danie główne – 50. Dania były poprawne, ale nie rewelacyjne. W sałatce przeszkadzała trochę zby duża ilość sosu, a krem brulee konsystencją przypominał budyń. 

Podsumowując, warto odwiedzić zakład dla kolejnej pięknej panoramy lwowskich wież i dachów, można spróbować piwa własnego wyrobu, które jest ważone w tym samym budynku, ale na pewno nie będzie to moje stałe miejsce obiadowe, ani ze względu na ceny, ani na kuchnię, ani na obsługę. 

0 0 votes
Ocena artykułu
Subscribe
Powiadom o
10 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

Na pewno pójdę zobaczyć rekina…

Niestety, nie smażą nie niego steków…

W takim razie albo Pani trafiła na zły dzień, albo ja trafiłem na dobry – byliśmy w niedzielę około godz. 23. Czas czekania na potrawę (sałatka z wędzoną kaczką, kozim serem i sosem malinowym) – nie więcej niż kwadrans. Jeśli wszystkie dania są na takim poziomie – to Baczewskiemu wyrasta konkurent. Ale więcej nie próbowaliśmy, skoro całego królika na Priwokzalnym można kupić za 200 UAH, to 195 za porcyjkę królika w NO36 to lekka rozpusta.
Atutem lokalu są genialne piwa – tyle, że wszystkie (10 gatunków) serwowane są tylko na 2 piętrze (1 wg polskiej terminologii). Na najwyższym tarasie leją tylko 4 rodzaje. Porter Bałtycki (45 UAH), genialny choć nazwa jest nieco myląca – piwo ma poniżej 5% alkoholu. W przeliczeniu na złotówki to 6,50 PLN. Tyle np. w Bytomiu kosztują koncernowe siki typu Tyskie, Lech w pierwszej gorszej pizzerii.
Przepych rzeczywiście robi wrażenie – w toaletach umywalki rżnięte z jednego bryły marmuru. Mimo to nie jest to wnętrze ostentacyjne pod tym względem. Teraz trudno będzie przejść przez Rynek, nie zachodząc tam na piwo… Tym bardziej, że w powszedni dzień przed 16 – lokal pusty.

Restauracja oszałamiająca. Kraków niech się schowa….

W menu tej restauracji przedstawiają ks Poniatowskiego jako francuskiego marszałka. Ani słowa o Polsce. Zreszta jak w wielu miejscach na Ukrainie

Hahaha, serio?!
Ale mongoły zakompleksione, aż nie do wiary. No tak to jest skoro swój narodowy Piemont mają w naszym arcypolskim mieście. Boli to ich i boleć będzie juz zawsze.
Pewnie dlatego zachowali ulicę Kościuszki, bo to dla nich wyłącznie amerykański generał :D:D:D

W zeszłym tygodniu odwiedziliśmy tę restaurację z mężem. Warto zaznaczyć, że na pierwszej stronie menu (oferowanego w języku angielskim i ukraińskim) jest informacja na temat księcia Poniatowskiego sprowadzająca się do stwierdzenia, że był napoleońskim generałem. Zapomniano jednak dodać, że był Polakiem i bratem polskiego króla. Podczas naszego pobytu do lokalu zaglądało kilku turystów, część z nich zdecydowała się na zamówienie. Byli to Polacy, których we Lwowie jest bardzo dużo. Dziwi (może nie do końca, bo to kwestia ideologiczną) więc brak menu w języku polskim w tej restauracji i wielu tego typu lokalach znajdujących się na starym mieście.

Józef Poniatowski nie był bratem króla, był jego bratankiem.

Ale czy to coś zmienia w kontekście prymitywizmu ukrów, którzy „zapomnieli” wspomnieć, że był Polakiem?

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest