Dziś rajska wieś Sąsiadowice. I cała historia, jak tam dotarliśmy. 

9.o5. miało się odbywać sprzątanie cmentarza w Chyrowie organizowane przez Konsulat. Chciałam się wybrać, ale wszystko wskazywało na to, że będę sama z dwójką dzieci. Można było oczywiście poprosić Marcina, żeby nas zabrał naszym samochodem, ale dwójka dzieci do pilnowania na cmentarzu (zwłaszcza Wiktor), jeszcze gdyby padało…

Okazało się jednak, że Wasyl nie wyjeżdża, i możemy się wybrać wszyscy. Wybraliśmy się jak zwykle późno (na żadną wycieczkę jeszcze nam się nie udało wyjść z domu przed 12.oo). Po drodze rzeczywiście padało, i to solidnie, Wasyl w końcu miał mnie dość, bo ciągle powtarzałam, że jedziemy w samo oko cyklonu ;).

Żeby dojechać do Chyrowa, trzeba ze Lwowa wyjechać ul. Gródecką, zaraz za obwodnicą jest skręt w lewo (na Sambor). Tą drogę już kiedyś opisywałam, najpierw mija się Obroszyn, potem Lubień Wielki (ciekawe, czy zostało coś z przedwojennego uzdrowiska – jest duży park, trzeba to kiedyś zbadać). Po ok. 50 km malowniczej trasy dojeżdża się do Beńkowej Wiszni (trzeba zjechać z trasy, ale warto) i do Rudek. Malowniczo kwitnie rzepak. Słońce raczej za chmurami, ale z przodu się trochę wypogadza.

W Samborze można jechać przez miasto lub obwodnicą. Lepiej jechać przez miasto, bo po pierwsze coś można zobaczyć – jest kilka ciekawych kamieniczek i gmachów po drodze, a po drugie, obwodnica jest strasznie dziurawa (oczywiście i droga przez miasto pozostawia wiele do życzenia, ale obwodnica to jest tragedia nawet jak na Ukrainę). Skręcić trzeba zaraz za bazarem, przy dworcu autobusowym, w prawo. Potem jadac wzdłuż cmentarza wyjeżdża się z Sambora. Tam też, koło cmentarza, zmienialiśmy koło, które, jak początkowow myśleliśmy, przebiło się po drodze, ale potem się okazało, że to wentyl. Próbowałam sama je odkręcić, ale to doświadczenie upewniło mnie tylko w jednym – kiedy będe jeździć sama, w takiej sytuacji pozostanie mi tylko szukać pomocy u przejeżdżających mężczyzn.

Po zmianie koła zadzwoniłam, do Marcina, że jedziemy, i tu się okazało… że oni już uporali się ze sprzątaniem i jadą na ognisko do Sąsiadowic. Chcieliśmy pojechać do Chyrowa i choć spojrzeć przelotem na to, co tam ciekawe (np. dawne kolegium), ale w końcu zrezygnowaliśmy z tego pomysłu.

Z Sambora do Chyrowa można jechać dwoma, a nawet trzema drogami (jak już się kiedyś o tym przekonaliśmy). Pierwsza wiedzie prosto przez miasto (skręca się jeszcze kawałek za dworcem autobusowym), i prosto aż do miejsca na trasie gdzie stoi czerwona ceglana wieża i reklama obuwia, a tam w lewo. Droga jest kręta, i oczywiście dziurawa, ale to namniej dziurawy wariant.

Druga droga prowadzi za bazarem, wzdłuż cmentarza (jak to było opisane powyżej), trzymając się cały czas lewej strony przejeżdżamy przez przejazd kolejowy, i dojeżdżamy w ten sposób po Wojutycz. Wojutycze to niewielka miejscowość z cekawą cegielnią i pięknym, odnowionym kościółkiem, który stoi na rozdrożu. Przy kościółku należy skręcić w lewo.

Trzecia droga, najdłuższa i najgorsza jeśli chodzi o nawierzchnie, to kiedy przy kościółku skręci się w prawo. Przez mniejsze i większe wioski, nadrabiająć jakieś 20 km można dotrzeć do Chyrowa po drodze zwiedzająć Nowe Miasto i Dobromil.

My wybraliśmy drogę przez-Wojutycze-przy-kościółku-lewiej (wiem, że nie ma słowa „lewiej”, ale uważam, że powinno być). Obok kościółka stała kapliczka z Matką Boską Saletyńską, która dla Wasyla była Matką Boską-Julią Tymoszenko.

Tym razem zrobiłam zdjęcia.

 

Nadyby

Następna miejscowość (Nadyby) też okazała się niezwykle ciekawa, najpierw zauważyłam coś, co wyglądało jak resztki XIX-w. Zabudowań folwarcznych, wkomponowanych w kołchozowe,a zaraz obok naszym oczom (co prawda w strumieniach deszczu) ukazał się piękny dom w stylu zakopiańskim (?), z drewnianymi zaszklonymi tarasami, narożnym balkonikiem, i pięknymi kutymi kroksztynami. Przy wejściu wisiał krzyż, może to teraz plebania?

 

Sąsiadowice

Następna wieś to już Sąsiadowice. Tu zaopatrzyliśmy się w kiełbasę na ognisko, ketchup, chleb, piwo i samochodzik (Witek go zobaczył i już nie było wyjścia. W momencie kiedy to piszę, samochodzik swoje krótkie życie ma już za sobą – dziś Witek rzucał nim na podwórku). Sprzedawczyni w sklepie mówiła po poslku, a kiedy weszliśmy akurat trwałą ożywiona dyskusja o Karcie Polaka między nią, klientką a jakimś podchmielonym gościem.
Sklepowa powiedziała nam jak trafić do kościoła, koło którego miało być ognisko – cały czas prosto i na górce.

Tam też się udaliśmy. Całość robi urocze wrażenie – kościół barokowy, na górce, jakby obronnie, obok dzwonnica, która bardziej mi się kojarzyła ze strażnicą na wałach, bo stoi na niewielkim sztucznym wzniesieniu, a całość tonie w kwiatach i zieleni. Na dodatek wyszło słońce.

Po drugiej stronie cmentarz – mało ciekawy, ale jest trochę starych nagrobków i nawet grobowców.

 

Kiedy wychodziłam z terenu kościoła, minęłam staruszkę. Pozdrowiła mnie „Sława Isusu Chrystu”, odpowiedziałam jej po polsku „na wieki wieków”, bo kto by szedł do kościoła, jak nie Polka. Nie pomyliłam się. Pani miała 88 lat i na imię Klementyna. Urodziła się w Sąsiadowicach i tu przeżyła prawie całe swoje życie, z przerwą na roboty w Niemczech, na które została zabrana jako osiemnastolatka, i z których wróciła pieszo i boso. Wspominała swój ostatni przystanek w Chyrowie, gdzie głodną i osłabioną jakaś kobiecina poczęstowała chlebem z masłem. Do dziś to pamięta, po siedemdziesieciu latach.
Pani Klementyna powiedziała mi, że wybiera się do Polski, bo marzeniem jej życia jest przywiezienie spowrotem do Sąsiadowic cudownego obrazu św. Anny, która w tym miejscu się ukazała, a który po wojnie wywieziono do Krakowa.


A potem przyjechał autokar konsulatu i rozpoczęło się ognisko na bajkowej łące ze stawem i trzema starymi jabłoniami.

 

Po zakończonej imprezie wszyscy zapakowali się do autokaru, a my do naszego samochodu, i pojechaliśmy w drogę powrotną do Lwowa. Z przystankami.

 

Felsztyn

Zaraz za Sąsiadowicami leży Felsztyn (obecnie: Skeliwka), wieś, w której był Szwejk (co upamiętnia pomnik) i której ozdobą jest gotycki obronny kościół z wolnostojącą dzwonnicą.

 

Droga powrotna była jazdą w samo oko cyklonu, ale też dzięki temu wieczorne słońce malowało na tle ciemnych burzowych chmur niesamowite krajobrazy.

 

dodaj do notanika

12
Dodaj komentarz

6 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
karol

witam
prawdopodobnie moja babcia urodziła sie w Sasiadowicach ROZALIA FAFUŁA
pózniej wyszła za mąż za Michała Pieczaka pochodzacy z Kańczuga woj.podkarpackie wysiedlili ich lub wywęndrowali do Wielkopolski,mała miejscowość koło Szamotuł ,nie znam szczegółów,szukam kontaktu,może ktooś coś wie.Pozdrawiam

Małgosia

Mój dziadek Józef Fafuła urodził się w Sąsiadowicach. Wiem że miał siostrę, która miała na imię Lusia ( nie znam pełnego) wiem też że z męża nazywała się Pietrzak i mieszkała w Szamotułach lub okolicach. Może to zbieg okoliczności. Dziadek miał też dwie siostry które mieszkały w Kilianowie ( Kąty Wrocławskie). Genowefę Fafuła i Emilię z męża Susłowicz

Marcelina

To też mój dziadek :) Józef Fafuła ur. w Sasiadowicach 6 marca 1882 r. Jego mama czyli moja prababcia miała na imię Magdalena ( panieńskie nazwisko Turczyn ) a Jego tata czyli mój pradziadek miał na imie Piotr

Teraz po polsku!. Oglądam te fotki i wyobrażam sobie …chodzących po tych łęgach, moich… Matkę, Dziadków, ,pradziadków, pra, pra… Łza sama się ciśnie do oczu. Byłem TAM! Jedyny raz w życiu!!!!! ZAPAMIĘTAŁEM…nieprzyjemną, listopadową pogodę, która …przywitała mnie najpierw słońcem, następnie, w ciągu kilku minut…. deszczem ze śniegiem! Następnie, znów …słońcem i … dalej… jak wyżej!!!!
Nie „chciano mnie” TAM???? W Kościele , „puściłem łezkę”, bo…. wyobraziłem sobie miejsce, w którym być może, klęczała, albo stała, moja MATKA, Dziadkowie ….
Nie mogę więcej napisać, chociaż żem „twardy” ponoć (żeglarz) człowiek!!

Zuzanna Smereka

Super strona i warto wprowadzać nowe wpisy bo tym sposobem unikniemy zatraceniu wiedzy jaką posiadają nasi najstarsi byli mieszkańcy Sąsiadowic. Błogosław wszystkich Św. Anno i miej ich w swej opiece.

Clovis Juliano Olszewski

Hello, my name is Clovis Olszewski, i live in Brazil. My grandparents were born in Sasiadowice, and i found a photo with some people near the church tower. I need an email address to send you, and who knows, someone might recognize some people. I think the picture is the decade of 30. Unfortunately she has no information or data …

clovisjuliano@yahoo.com.br

Maria

Anna Żuk to moja Babcia, nowa tablica i zdjęcie już przywiezione z Polski. Bardzo przeżyłam wyjazd do Sąsiadowic i chcę tam jeszcze wrócić ale mam obawy przez to co dzieje się na Ukrainie.

Katarzyna Łoza

Może Pani spokojnie jechać, na zachodzie nic się nie dzieje, a do Donbasu jest ponad tysiąc km. Pani Babcia była piękną kobietą. Moja babcia też zmarła młodo :(

Gość

Witam, moja Babcia i Dziadek, też nosili nazwisko Żuk, ale pochodzili z Czukwi koło Sambora. Babcia miała na imię Katarzyna, a Dziadek Andrzej, Wywiezieni z dziećmi na Syberię, już nie wrócili, zmarli tam i tam zostali pochowani. Z ośmiorga (dwoje rodziców i sześcioro dzieci) wróciło tylko czworo sierot, w tym moja Mama.

Alina

Moja mama pochodzi z rodziny Żuków. Mój dziadek to Marcin Żuk,a babcia to Katarzyna Żuk z domu Lewandowska .Mieszkali w Nadybach dziadek był kowalem.

otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send