Przegapiliśmy walentynki.

Jako temat, bo jako święta ich nie uznaję.
Nie lubię towarzyszącego walentynkom szału konsumpcji i wszechogarniających dekoracji w kształcie czerwonych serduszek (to było dobre w VI klasie, ale teraz?)

Jednak we Lwowie walentynki wyglądają nieco inaczej. Tylko nieco, bo oczywiście i dekoracje, i imprezy typu „konkursu na najdłuższy pocałunek” oczywiście są, ale tutaj to święto ma też inny wymiar. Jest to dzień okazywania sympatii bliskim ludziom (właśnie sympatii, nie miłości). Kiedyś sama dostałam kwiaty na walentynki od znajomej w wieku mojej mamy.

Mało kto wie także (ja dowiedziałam się w zeszłym roku), że w Samborze znajdują się relikwie św. Walentego ;)

zaxid.net:
„15 lutego w Samborze obwodu lwowskiego o godz. 11.00 w cerkwi Narodzenia NMP, gdzie znajdują się relikwie świętego Walentego, po zakończeniu uroczystej Mszy Świętej odbędzie się poświęcenie pierwszego na Ukrainie obrazu świętego Walentego, który sprezentował lwowski malarz ikon i obrazów świętych Łew Skop (starszy wykładowca Lwowskiej Akademii Sztuk Pięknych, katedra sztuki sakralnej)”.

Oprócz imprez o charakterze globalno-konsumpcyjnym odbyło się też kilka wydarzeń godnych odnotowania – według mnie świadczących o tym, że i we współczesnym lwowie są prawdziwi miłośncy tego miasta, ludzie, którzy swoją fascynacją chcą zarażać innych:

„14 lutego po Lwowie będzie kursować walentynkowy tramwaj dla zakochanych. Będzie on kursować trasą tramwaju nr 1. O tym zawiadomili ZAXID.NET w służbie prasowej Lwowskiej Rady Miejskiej.

Wycieczkę tramwajową, poświęconą Dniu Świętego Walentego, zorganizowali bracia Radkowcy (kto był we Lwowie może kojarzy dwoch przewodników przebranych za przedwojennych batiarów). 
Biletem w takim tramwaju będzie pocałunek przy wejściu. Pierwszy przystanek z nazwą „Miłość” zaplanowany jest na placu Rynek o godz. 14.00.
Imprezę zorganizowało lwowskie przedstawicielstwo agencji ślubnej „Wszystko dla ciebie” przy wsparciu Lwowskiej Rady Miejskiej.
Jak zawiadomili organizatorzy akcji, podczas wycieczki zakochani pasażerowie i pasażerki będą mieli 
okazję dowiedzieć się o wielu ciekawych rzeczach, w tym – o historiach miłosnych Lwowa”.  (zaxid.net)

A jest tych historii miłosnych kilka.

Ma Lwów swojego Romea i Julię – w średniowieczu Ormianin Iwaszko i katoliczka Zosia zakochali się w sobie na zabój. Lwowianie jednak byli przeciwne temu związkowi ze względu na różnice religijne. Sprawa oparła się o radę miejską, a ta ukarała młodych karą spalenia na stosie. Wówczas Ormianie napisali skargę do króla na niesprawiediwy i okrutny wyrok. Król ukarał radę miejską wysoką grzywną, z której miały zostać wypłacone odszkodowania za „straty morlane” każdemu Ormianinowi mieszkającemu we Lwowie. Ci jednak odmówili przyjęcia pieniędzy.

Równie dramatyczna była miłość Pelagii – prawosławnej lwowianki i jej wybrańca – Włocha Micheliniego. Ich miłość przeszła ciężką próbę podczas epidemii dżumy – Pelagia zachorowała, rodzina wyrzuciła ją z domu, ukochany zajmował się nią do ostatnich chwil jej życia, co przypłacił własnym zdrowiem i życiem. Wiedząc, że jego dni są policzone, zamówil dla siebie i Pelagii identyczne nagrobki, ktore stanęły na przylegających do siebie cmentarzach – katolickim i prawosławnym. Groby te przetrwały do kon. XVIII w. kiedy zlikwidowano cmentarze, znajdijące sie przy początkowym odcinku ul. Gródeckiej.

Kolejna tragicznie zakończona historia to miłość aktorki Antoniny Ogińskiej i Kazimierza Lewickiego. W 1911 r. Lewicki zastrzelił swoją kochankę, a sam, świadom, że czeka go kara śmierci, popełnił samobójstwo w celi, oczekując na proces. Później powstała słynna piosenka, z której pochodzą słowa (autorką miała być G. Zapolska, najlepsza przyjaciółka zamordowanej:

I widzisz Lewicki, co miłość może:
W mogile ciemnej kochanki trup,
Tobie na szyję kat stryczek włoży
I szubienicy wnet ujrzysz słup.

Więcej można przeczytać tu.

No i na koniec sztandarowa nasza historia – historia Jadwiszki.

W 1634 r. krół Władysław IV przybył do Lwowa, aby osobiście doglądać spraw obronności miasta. Zabawił nieco dłużej, niż powinien był, a to dlatego, że się… zakochał. Jeżdżąc dookoła Rynku i przyjmując wyrazy uwielbienia od mieszkan, wpadła mu w oko panienka, wyglądająca z okna kamienicy nr 30, jak się potem okazalo, córka mieszczki lwowskiej, Jadwiszka Łuszkowska. Od tej pory była ona częstym gościem u króla, który, jak donosił do watykanu zaniepokojony wysłannik papieski, zamiast sprawami wagi państwowej „zajmował się tym, dla czego sami bogowie schodzili z Olimpu na ziemię”. W końcu jednak trzeba było wracać do Warszawy. Król zabrał Jadwiszkę ze sobą, pędziła słodkie życie królewskiej faworyty aż do czasu, kiedy Władysław IV musiał się żenić, i kiedy jego żona – księżniczka Habsburska Cecylia Renata nie dowiedziala się przypadkiem o istnieniu konkurenki. Wyjście było jedno – Jadwiszkę w pośpiechu wydano za mąż. Od króla w prezencie śłubnym państwo młodzi otrzymali zamek w Mereczu (Litwa), położony wśród gęstych borów. Wówczas to Władysław IV odkrył w sobie zamiłowanie do polowań. Wyprawiał się więc raz po raz do Merecza, gdzie zresztą zmarł. Na kolanach Jadwiszki – tak mówi legenda.

Jadwiszka też przeszła do historii. Jej imię w dawnej Polsce nosiła mała poduszeczka, służąca niewiastom do zatykania w nią szpilek i igieł, jak podaje Zygmunt Gloger, a także krótka suknia w rodzaju kontusika.

dodaj do notanika
otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send