Trochę więcej empatii i trochę więcej pokory

Refleksja polskiego turysty

Kilka dni temu spacerując po starym mieście natknęłam się na polską wycieczkę (o co znów nietrudno we Lwowie). W wąskiej uliczce szłam chwilę za nią, słysząc fragment rozmowy w ostatniej parze. Polski turysta, pan na oko po sześćdziesiątce dziwił się brakowi polskich napisów i dzielił się swoimi refleksjami z towarzyszką:

– Napisane było po polsku, ale nie ulica, a „vul.” I co to „vul.” miałoby niby oznaczać? Powinno być „ulica”. Przecież to są tereny rdziennie polskie, tu powinny być jakieś sentymenty do Polski.

Nie wtrąciłam się do tej rozmowy i nie wyjaśniłam, że pisane alfabetem łacińskim nazwy ulic nie są „po polsku”, a jest to jedynie transliteracja nazwy ukraińskiej, aby ją sobie mógł przeczytać ktoś nie znający cyrylicy, a „vul.” to skrót od ukraińskiego słowa „vulycia” oznaczającego ulicę. Nie skomentowałam też tezy o rdzienie polskich terenach i sentymentach, choć mam na ten temat zdanie zgoła odmienne – bo co to znaczy „rdzennie polskie”? Nie myśmy to miasto zakładali, dostało się nam przez zbieg historycznych okoliczności, a czy ogromny wkład (ale nie jedyny) w jego rozwój uprawnia nas do mówienia, że to nasze? I czy tak samo zgodzimy się, aby Niemcy tak mówili o Wrocławiu, który pozostawał w ich rękach porównywalnie długo? Czy pan po sześćdziesiątce, który wybrał się na wycieczkę do Lwowa nie miałby nic przeciwko niemieckim sentymentom we Wrocławiu, czy w jego oczach byłyby równie uprawnione?

Oczekiwać od Ukraińców sentymentu do przedwojennej Polski, to jak oczekiwać ciepłych wspomnień o Niemcach od dzieci z Wrześni. Zniweczone nadzieje na niepodległość, polonizacja na siłę, usuwanie Ukraińców ze stanowisk państwowych, lex Grabski, niedopuszczenie do utworzenia ukraińskiego uniwersytetu we Lwowie, w końcu stosowanie odpowiedzialności zbiorowej za działalność nacjonalistów – pacyfikacje całych wsi ukraińskich i fetowanie „odnowienia granicy polsko-węgierskiej”. Rzeczywiście, solidne podstawy dla sentymentów.

Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe

Niedawno opinię publiczną po obu stronach granicy poruszyła sprawa polskiej działaczki ze Lwowa, która w wywiadzie udzielonemu jakiejś polskiej stacji powiedziała, że Lwów to polskie miasto. Oburzeni tym ukraińscy aktywiści zgłosili sprawę do Służby Bezpieczeństwa, a wspomniana aktywistka usunęła swoje nazwisko z poprzednich publikacji i zaczęła pisać pod pseudonimem. Tymczasem podobne poglądy ma ponad połowa polskiego społeczeństwa! Prawdopodobnie ta sama połowa, która oburza się na mówienie o ukraińskim Przemyślu czy Chełmie. Bo – Polska od morza do morza to tak, jak najbardziej, ale Ukraina od Sanu do Donu – skandal i prowokacja. Wytykamy innym to, co sami u siebie poczytujemy za cnotę. W wielu sercach i umysłach granice przebiegają inaczej, niż na mapach, ale dopóki nie wiąże się to z nawoływaniem do zmiany istniejącego stanu rzeczy, chyba nie jest przestępstwem? Jeśli Ukraińcy mówią o „Zakerzoniu” czy o „ziemiach etnicznie ukraińskich”, które rozciągają się czasem daleko poza granice obecnej Ukrainy, to dlaczego oburzają się na nasze „Kresy” czy „polski Lwów”? 

To samo tyczy się i innych spraw, splecionych nierozerwalnie z historią. Pamiętam polskie reakcje (tak, również swoją własną) na przyjęcie w ukraińskim parlamencie uchwały heroizującej UPA, a dziwimy się ukraińskiej reakcji na uchwałę w sprawie ludobójstwa przyjętą przez polski sejm? Nasi politycy pozwalają sobie na górnolotne frazy typu „w Polsce na poziomie państwowym i samorządowym nie upamiętniamy ludzi, którzy mają na rękach krew niewinnej ludności cywilnej”, co jednak rozmija się nieco z prawdą, wystarczy przypomnieć choćby kontrowersje wokół zakopiańskiego pomnika Józefa Kurasia „Ognia”, w którego odsłonięciu uczestniczył prezydent RP, nie wspominając już o „Burym” czy „Łupaszce”. I to oczywiście od razu zauważyli Ukraińcy, którzy coraz cześciej uogólniając, mówią o całej AK jako o mordercach, a może za chwilę i przyjmą odpowiednią uchwałę w odwecie za polską uchwałę. Może zostawmy te sprawy historykom?

Nie podoba mi się nasilająca się po obu stronach granicy tendencja do wybielania „swoich” i narzekania, jacy to byliśmy biedni, jak to wszyscy przeciwko nam. Zamiast żądać przeprosin i uczyć innych, jak żyć, lepiej samemu zastanowić się, komu od nas należą się przeprosiny. Przyjąć do wiadomości, że historia nie jest nauką obiektywną i pewne wydarzenia nigdy nie doczekają się jednynej interpretacji, a co za tym idzie, nasza interpretacja niekoniecznie jest jedyną słuszną. Trochę więcej empatii i trochę więcej pokory, panie i panowie.

 

 

http://pamiec.pl/pa/tylko-u-nas/15322,ZBRODNIA-DUBINSKA-A-MAJOR-LUPASZKOquot.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kresy_Wschodnie#cite_ref-x_32-0

https://zolnierzeprzekleci.wordpress.com/ogien-byl-bandyta/

W związku z tym, że wiele osób skrytykowało powoływanie się na stronę o nazwie ” żołnierze przeklęci” jako nierzetelną, podaję link do artykułu (tego samego) na Onecie:

http://wiadomosci.onet.pl/podhale/ogien-byl-bandyta/fe6f5

a także:

http://wiadomosci.wp.pl/

http://dzieje.pl/aktualnosci/historyczne-sledztwo-ws-niezyjacego-od-69-lat-mjr-jozefa-kurasia-ps-ogien

http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/936807,malopolskie-uczczono-pamiec-pomordowanych-przez-kurasia-ognia.html

 

 

 

 

 

Odessa nieoczywista #1: sanatorium Czkałowa
Cała prawda o podróżowaniu ukraińskim pociągiem

zobacz także:

Subskrybuj
Powiadom o