wycieczka: Stryj -Drohobycz -Boryslaw -Truskawiec

Wyjechaliśmyy o 9.oo trasą stryjską. Rzeczywiście, zaraz za obwodnicą zaczyna się równa nawierzchnia (na początku jeszcze gdzie niegdzie remonty), więc jedzie się przyjemnie – czasem nawet dwupasmówką!

Po drodze kilka ciekawych rzeczy do zobaczenia – Nawaria, Hodowica – kościoły wg. projektu Meretyna (trzeba zboczyć z trasy, na co nie mieliśmy czasu), Pustomyty, w Drohowyżu był zakład „dla sierót” fundacji Stanisława Skarbka – ogromny, na kilkaset osób, a wykończony w 1843, więc rok zaledwie po tym jak Lwowu podarował Skarbek teatr. Z drogi nic nie widać, czy stoi jeszcze.
Za Mikołajowem znów można zboczyć – na Rozdół (pałac Lanckorońskich) – który szczególnie chciałam zobaczyć ze względu na niedawną lekturę „Wspomnień wojennych Karoliny Lanckorońskiej”, ale i na to czasu nie było.

Pierwszym celem naszej podróży jest Stryj. Wjazd od Lwowa nie najprzyjemniejszy, bo mnóstwo tego, czego nie lubię – „radzieckich tynków”. W centrum przyjemniej – mija się „potrójny pomnik” (Szewczenki, Franko, Ukrainka), i można skręcić na rynek. Na rynku radziecki sołdat z dzieckiem na ręku.

Rewelacje są dwie: kościół neogotycki, ze starszymi elementami (z boku piękny portal renesansowy). Drugą rewelacją jest synagoga. Wielka, zrujnowana (bez sklepienia), niegdyś zapewne piękna. Orłowicz podaje, ze w Stryju mieszkało 12 tys. Żydów, nic dziwnego, że była wielka. Podobno w czasach radzieckich chcieli przerobić ją na basen (to Tokarski podaje).

Po drodze trafiamy na jeszcze jedną ciekawostkę: dok ozdobiony przez miejscowego „artystę”: płaskorzeźby-portrety sławnych Ukraińców (w tym Iwasiuka i Biłozira), sztuczne golabki na gzymsach, dwa aniołki (głowy lalek). Obok informacja, że owe dzieła są objęte opieką ministerstwa kultury.

Drohobycz. Wrażenie zupełnie odmienne – przyjemne, zadbane, ładne miasto. Zupełnie inna skala architektury. W Stryju rynek zatloczony (obok bazar), drzewa zasłaniają kamienice. W Drohobyczu rynek wielki, zadbany, z majestatycznym ratuszem.
Przepiękny kościół (najstarszy gotyk w okolicach Lwowa, wg legendy fundowany przez Kazimierza Wielkiego). Z zewnątrz surowy, wewnątrz freski barokowe zupełnie zmieniły charakter wnętrza, ale ładnie z gotykiem harmonizują.
Stróż krzyczy, że nie wolno robić zdjęć, ale ksiądz pozwala. Oprócz rzeźb i obrazów – z troski żeby nie skradziono. W kościele nad obrazami pracują konserwatorzy, przed kościołem wkrótce stanie pomnik Jana Pawła II.

W Drohobyczu mieszka 2 tys. Polaków. Można nocować u polskich rodzin.

Nieopodal kościoła (ul. Drohobycza) niewielki dom, w którym mieszkał „mistrz słowa polskiego” Bruno Schulz. Tablica pamiątkowa po ukraińsku, polsku i chyba jidysz (lub hebrajsku).
No i synagoga – znajduje się w dzielnicy żydowskiej (Łan) i jest ogromna. Przeogromna. Oczywiście zniszczona. Ale trwa remont. Pytam robotików, co tu będzie. – Cerkiew. – Jaka cerkiew? Grekokatolicka? – Żydowska cerkiew.

Z innych zabytków widzieliśmy cerkiew gr-kat. – w dawnym kościele karmelitów bodajże – najwyrażniej zabrany po kasacie, bo wnętrze starannie dopracowane, ale w zupełnym kontraście do barokowej jasnej fasady – mroczne i brunatno-żółto-złociste.

Na koniec zostały dwie cerkiewki – św. Jerzego (podobno XV-w, przebudowana w XVII w.) i druga, zaraz za nią, wezwania nie pamiętam. Do Jury wejście płatne (obiekt muzelany) – po 5 hr, za każde zdjęcie też 5 hr. Akurat jak przyjeżdżamy to pani bileterki-kustoszki nie ma, trzeba zaczekać. Za chwilę też podjeżdża wycieczka Niemców.

Przychodzi pani i otwiera cerkiew. Rzeczywiście, zachwycająca. Niemcy fotografują ze wszystkich stron (bezkarnie – my płacilismy, bo mieliśmy statyw, a to już „sami rozumiecie zupełnie co innego”).
W cenniku oprócz biletów wstępu, oprowadzania, przygotowania odczytów i materiałów naukowych figuruje też pozycja „wynajęcie obiektu dla obrzędu ślubu” – cena 150 hr. Niedrogo, nie? Kilka razy w roku odbywają sie też nabożeństwa (na św. Jerzego – 6 maja, w Wielkanoc i na św. Trójcy chyba). Na chórze drugi ikonostas, ale pomieszczenie na razie niedostępne do zwiedzania. Cerkiew była czynna jeszcze do lat 60-tych; potem za Chruszczowa zamknięta.

Borysław. Po drodze zabieramy z Drohobycza jakiegoś dziadka, który z wdzięczności opowiada nam o mijanych po drodze zakładach przemysłowych (Hallak np.), a na koniec prowadzi do parku gdzie stoją radzieckie „atrakcjony” (karuzele) i … kiwaki – Edward i Zdzisław, a było ich jeszcze więcej. Obok kiwaków miejscowa młodzież pije piwo, wdaje sie w rozmowe z nimi, mowie zeby zdjecia pojda do przewodnika, beda przyjeżdżać turyści, więc niech się szykują na zarobek. Stwierdzili tylko ze jak ktoś zarobi to na pewno nie oni.

Z Borysławia wyjeżdżamy do Truskawca, zapewniani po drdze przez tubylców, że dojedziemy. Dojechaliśmy do jakiegoś głębokiego lasu, gdzie wreszcie napotkany grzybiarz potwierdził nasze obawy, że dalej będzie tylko gorzej („może byście i dojechali, ale.. nie tym samochodem”). Wyprowadza nas na dobrą drogę, ale trochę czasu już straciliśmy, a do Lwowa śpieszno. Więc w Truskawcu tylko szybki rekonesans (podobno 2 wille na krzyż, jeśli tak, to wszystko zaliczyliśmy). Trzeba przyznać, że wille ładne, zwłaszcza pierwsza, w stylu zakopiańskim (?), obecnie muzeum.

Powrót do Lwowa skrótem (Drohobycz-Pisoczne) z ominięciem Stryja, droga bez rewelacji, ale może być. Po drodze kilka jeszcze drewnianych cerkiewek, ale nie ma już czasu. Do Lwowa przyjeżdżamy na ostatnia chwilę.

dodaj do notanika

Share and Enjoy !

0Shares
0 0
otwórz notatnik

notatnik

skasuj listę info

Teraz możesz zebrać swoje ulubione miejsca, opisywane przeze mnie, w na jednej liście.
Z pewnością ułatwi to planowanie podróży do Lwowa!

Lista będzie nadal dostępna przy kolejnych wizytach z tego samego komputera, nawet bez logowania. zamknij
wyślij na e-mail... udostępnij na Facebook... widok mobilny

Send your list to a friend

FROM: (Your email): TO: (Your friend's email): Your message:
Send
1
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x