brak zdjęcia
brak zdjęcia

znowu o UPA

Dzisiaj rozpoczęło się seminarium dla przewodników, które odbywa się do roku w marcu, i na które chodzimy bardziej towarzysko, niemniej jednak można się czegoś ciekawego dowiedzieć. Czasem. Dzisiaj jednym z tematów był „Ukraiński ruch wyzwoleńczy lat 40-stych i 50-tych na Ziemi Lwowskiej”. Temat przedstawiał Roman Hryćkiw (zapamiętajcie to nazwisko). Pracownik naukowy Insytutu Ukrainoznawstwa Ukraińskiej Akademii Nauk.

Do rzeczy.

Wykład rozpoczął się słowami „nareszcie prezydent oficjalnie uznał Romana Szuchewycza za bohatera”. Po tym można było już dalej nie słuchać, ale jak już się zwlekłam z łóżka na tę dzisiątą, to już posłuchałam. Nawet wynotowałam sobie co lepsze kwiatki, żeby Wam potem opowiedzieć.

I tak dowiedzialam się, że jako przewodnik powinnam nie tylko znać całą historię UPA (a może i tak?), to jeszcze w program moich wycieczek włączać wizyty w „kryjówkach” różnych tam tych kolejnych dowódców, muzeach dotyczących wiadomej sprawy, jak np. muzeum Szuchewycza w Biłohorszczy („wspaniałe muzeum, do którego nie wstyd i obcokrajowców zaprowadzić”), ale także i wizyty w domach dawnych upowców, którzy chętnie opowiedzą o swoich młodych latach.

Dowiedziałam sie też, że UPA było bez wyjątków popierane przez miejscową ludność w okolicach Lwowa, a także, że w l. 1944-46 prowadziła działalność przeciwko polskiej władzy komunistycznej (to w Bieszczadach) i „polskiemu nacjonalistycznemu podziemiu (=czytaj „Armia Krajowa”).

W takim tonie wykład by się skończył, gdyby nie pani Hala, która ni z tego ni z owego zadała pytanie-pułapkę:

„Jak pan wie, pracujemy nie tylko z Ukraińcami, ale i z gośćmi zza granicy. Zdarza się, że jedzie się z wycieczką polską przez wsie wołyńskie i ktoś z wycieczki powie: a tu, w tej wsi, w 1943 r. UPA zapędziła do kościoła całą miejscową ludność polską, kobiety, dzieci, starców, i kościół podpaliła. Jak pan radzi odpowiadać na takie pytania?”

Pan się nie zakłopotał ani-troszkę, zaczynając odpowiedź od wyrażenia wątpliwości, czy w ogóle Polacy wynajmują tutejszych przewodników, bo raczej to sami jeżdżą i „opowiadają swojej młodzieży to, co uważają za stosowne”. Wie zresztą ponad wszelką wątpliwość, że w Polsce są specjalne kursy dla przewodników, na których uczy się ich, jak opowiadać o zbrodniach UPA. Co do zaś samych zbrodni, to nie ma w ogóle o czym mówić, bo była to „walka dwóch narodów o ziemię”, „zabijali tak jedni jak i drudzy”, „Polska miała dwóch realnych wrogów – Niemcy i ZSRR, ale musiała sobie wymyślić jeszcze trzeciego”, a zresztą wszystko to wina radzieckiej propagandy, która chciała nas poróżnić. „Polacy pomagali radzieckim partyzantom, przeciwko którym walczyła UPA, wieć nic dziwnego, że w tej walce ucierpieli i Polacy”. No i tak dalej. Nie chce mi się nawet wszystkich tych bzdur tu przepisywać.

A teraz komentarz.

Pani Hala, również jak i ja, nie była zadowolona z odpowiedzi, jaką otrzymała, jak i z całego wykładu. Ale już Zuzia była zadowolona i popierała jak najbardziej, że „i jedni i drudzy mordowali”. I jedna i druga oprowadza wycieczki z Polski.

I ja też, tylko że ja ciągle za mało wiem.

0 0 votes
Ocena artykułu
Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest