Centaur. Barszcz na krawędzi

[updt. od tej pory restauracja przeszła lifting i działa w nowym wnętrzu i z nowym menu]

 

Lokal w Rynku o dość długiej tradycji. Nazwa nawiązuje do figurki Centaura umieszczonej na budynku od strony ul. Krakowskiej – kiedyś restauracja zajmowała narożny lokal, później musiała podzielić się miejscem z pizzerią Basilico (słabą, nie polecam).

Centaur nazywa się oficjalnie kawiarnią, ale w rzeczywistości jest restauracją.

Centaur. Wnętrze

Wnętrze jest przestronne i ładnie urządzone, w stonowanych, raczej ciemnych kolorach, z dodatkiem naturalnego drewna (stoliki domagają się już odświeżenia). Do siedzenia skórzane kanapy i fotele-muszelki. Na ścianach można zobaczyć ciekawą kolekcję starych menu z różnych restauracji europejskich, w tym ze Lwowa. Jest zacisznie i… pustawo.

Przykre wrażenie sprawia łazienka. Czarna ceramika okazała się bardzo złym pomysłem w uczęszczanym miejscu przy twardej lwowskiej wodzie – trudno ją utrzymać w należytym stanie, obecnie wygląda, jakby umywalka i sedes nie były myte od kilku lat.

[photomosaic nggid=440]

Obsługa

Obsługa, mimo prawie pustego lokalu kazała na siebie długo czekać. Kelnerka ociągała się bardzo zarówno z przyniesieniem menu, przyjęciem zamówienia, jak i z rachunkiem. Za to zamówione potrawy dotarły szybko, w około 15 minut.

Lokal oferuje menu w kilku językach, w tym w języku polskim. Dostarczy Wam ono dodatkowych wrażeń – znajdziemy tu „trzy jajka w jakikolwiek sposób”, „jajecznicę ormiańską z tematami”, „słoik konserwacji” czy „barszcz na krawędziach wieprzowych”.

[photomosaic nggid=441]

Kuchnia

Kuchnia niestety wypadła słabo. Barszcz był słabo doprawiony (rzeczywiście na krawędzi, ale jadalności), w dodatku ledwo letni. Pierogi (do tej pory myślałam, że Ukraińcy nie potrafią ich zepsuć!) ze zbyt grubego ciasta, z małą ilością nadzienia z kapusty, też doprawionego jak dla niemowlaka. Podobnie wypadł pstrąg, podany w formie filetu. Rozczarowaniem była nawet matcha latte – pianka wymieszana z herbacianym proszkiem nie nadawała się do spożycia. W zasadzie jedyne, co oceniam pozytywnie, to kawa o smaku chałwy i kompot z suszu.

Aktualizacja: za drugim podejściem degustowaliśmy sałatki i desery, które wypadły nieco lepiej. Świetna tarta jabłkowa, co prawda trzeba było na nią sporo czasu poczekać, ale było warto. 

[photomosaic nggid=442 height=500]

KAFLOVE story #25
Spacerkiem po Frankiwsku #5: Frankiwsk kolejowy

zobacz także:

Subskrybuj
Powiadom o
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Pani Kasiu, czy to prawda, że właścicielem Centaura jest ten sam Pan, co posiada restaurację Mons Pius?
Mons Pius jest jak dla mnie pierwsza klasa! Pozdrawiam

Pdf mini-guides

Ostatnie wpisy