Centaur. Barszcz na krawędzi

wystrój
9
obsługa
6.6
kuchnia
7.8
ceny
8.6
Reader Rating3 Votes
4.6
8

Lokal w Rynku o dość długiej tradycji. Nazwa nawiązuje do figurki Centaura umieszczonej na budynku od strony ul. Krakowskiej – kiedyś restauracja zajmowała narożny lokal, później musiała podzielić się miejscem z pizzerią Basilico (słabą, nie polecam).

Centaur nazywa się oficjalnie kawiarnią, ale w rzeczywistości jest restauracją.

Centaur. Wnętrze

Wnętrze jest przestronne i ładnie urządzone, w stonowanych, raczej ciemnych kolorach, z dodatkiem naturalnego drewna (stoliki domagają się już odświeżenia). Do siedzenia skórzane kanapy i fotele-muszelki. Na ścianach można zobaczyć ciekawą kolekcję starych menu z różnych restauracji europejskich, w tym ze Lwowa. Jest zacisznie i… pustawo.

Przykre wrażenie sprawia łazienka. Czarna ceramika okazała się bardzo złym pomysłem w uczęszczanym miejscu przy twardej lwowskiej wodzie – trudno ją utrzymać w należytym stanie, obecnie wygląda, jakby umywalka i sedes nie były myte od kilku lat.

Obsługa

Obsługa, mimo prawie pustego lokalu kazała na siebie długo czekać. Kelnerka ociągała się bardzo zarówno z przyniesieniem menu, przyjęciem zamówienia, jak i z rachunkiem. Za to zamówione potrawy dotarły szybko, w około 15 minut.

Lokal oferuje menu w kilku językach, w tym w języku polskim. Dostarczy Wam ono dodatkowych wrażeń – znajdziemy tu „trzy jajka w jakikolwiek sposób”, „jajecznicę ormiańską z tematami”, „słoik konserwacji” czy „barszcz na krawędziach wieprzowych”.

Kuchnia

Kuchnia niestety wypadła słabo. Barszcz był słabo doprawiony (rzeczywiście na krawędzi, ale jadalności), w dodatku ledwo letni. Pierogi (do tej pory myślałam, że Ukraińcy nie potrafią ich zepsuć!) ze zbyt grubego ciasta, z małą ilością nadzienia z kapusty, też doprawionego jak dla niemowlaka. Podobnie wypadł pstrąg, podany w formie filetu. Rozczarowaniem była nawet matcha latte – pianka wymieszana z herbacianym proszkiem nie nadawała się do spożycia. W zasadzie jedyne, co oceniam pozytywnie, to kawa o smaku chałwy i kompot z suszu.

Aktualizacja: za drugim podejściem degustowaliśmy sałatki i desery, które wypadły nieco lepiej. Świetna tarta jabłkowa, co prawda trzeba było na nią sporo czasu poczekać, ale było warto. 

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest