Dzisiaj byłam ...

nie umiem czytać :(

Dzisiaj byłam umówiona na nagrywanie fragmentów bloga, przesiedziałam przed mikrofonem z godzinę i efekt był taki, że okazało się, że… nie umiem czytać. Nie umiem czytać tak, żeby sie to nadawało do podłożenia głosu do filmu. Muszę się nauczyć. 

Studio nagrań znajduje się na drugim końcu Warszawy. Samochodem jechaliśmy ponad 45 minut, a to wcale nie były godziny szczytu. Odwykłam od takich odległości. Wracałam sama, komunikacją miejską. Nad Warszawą były piękne chmury, kremowe, gołębioszare, burzowe, niskie, przesuwały się z ogromną prędkością, by w końcu okryć całe miasto szarym kożuchem. Tylko nad pałacem i wieżowcami w centrum była jasna, herbaciana smuga, zabarwiona przez zachodzące słońce. Patrzyłam na to wszystko z mostu Grota. Na pierwszym planie połyskiwała odcieniem oksydowanego srebra Wisła. Potężna, majestatyczna rzeka. To Wisła jest taka szeroka? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Ile może mieć szerokości? 300 m? To dwa razy więcej niż długość lwowskiego rynku. Ile szerkości ma przepływająca pod Lwowem Pełtew? Dwa, trzy metry?

Kiedyś podczas wizyty w Warszawie przyjaciel-lwowiak powiedział mi, że najbardziej żałuje, że Lwów został pozbawiony rzeki. Że rzeka to ogromne szczęście dla miasta. Szczęście, którego Warszawa nie rozumie, odwracając się do Wisły tyłem. W serwisie naszemiasto.pl wyczytałam kilka ciekawostek na temat Wisły i pomysłów na jej przywrócenie miastu.    

Od kiedy nie mieszkam w Warszawie, patrzę na nią zupełnie inaczej. Dostrzegam rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Głównie pozytywne. Odkrywam na nowo niegdyś dobrze znane miejsca, których urody wcześniej nie widziałam, dlatego, że były mi zbyt znajome. Porównuję mimo woli ze Lwowem. Trudno znaleźć wspólne mianowniki. 

Zastanawiałam się też, z czego to wynika, że nie czuję się już w Warszawie jak u siebie. W mieście, w które mój pradziadek włożył wiele swojej pracy i pasji. W budynku, którego już dawno nie ma, a który stałby dziś na środku Marszałkowskiej tam, gdzie przecina ona ogród Saski urodził się mój dziadek. Dziadek, którego powojenne losy rozdzieliły z tym miastem, i który swoim synom zamiast bajek na dobranoc opowiadał o nim. Tęsknił do konca życia, chciał choćby po śmierci tu wrócić. Nie wrócił. Wrócił mój tata. Dziś doszłam do wniosku, że czuję się obco dlatego, że nie wiem, jak się po tej Warszawie poruszać. Zapominam nazw ulic, topografii miasta, zmieniają się trasy autobusów. Gubię się. Kiedyś poruszalam się w tym miejskim gąszczu niemal instynktownie, nie dość, że doskonale wiedziałam, gdzie i na co się trzeba przesiąść, żeby trafić do celu, to jeszcze wiedziałam, który wariant podróży będzie najszybszy, miałam bardziej i mniej lubiane miejsca przesiadek i trasy. Na tych, którymi jeździłam stale, znałam odległości czasowe między przystankami. Ile ja czasu spędziłam w tych autobusach! Ile książek przeczytałam! Jeszcze w liceum jeździłam na wagary linią 192. Od placu Hallera do Wyczółek. To wszystko się gdzieś zgubiło.

Ktos ma zdjęcie dzisiejszych chmur…? 

 

Mam, tak samo jak ty,
Miasto moje a w nim:
Najpiękniejszy mój świat
Najpiękniejsze dni
Zostawiłem tam, kolorowe sny
Kiedyś zatrzymam czas
I na skrzydłach jak ptak
Będę leciał co sił
Tam, gdzie moje sny,
I warszawskie kolorowe dni

Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt
Już dziś wyruszaj ze mną tam
Zobaczysz jak, przywita pięknie nas
Warszawski dzień

Mam tak samo jak ty…

Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański szczyt
Już dziś wyruszaj ze mną tam
Zobaczysz jak, przywita pięknie nas
Warszawski dzień
Warszawski dzień, warszawski dzień

_____Cz. Niemen 

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest