Spacerkiem po Frankiwsku #2: podwórka

W poprzednim odcinku oglądaliśmy secesyjne wille i ich detale na jednej z niegdyś reprezentacyjnych ulic Iwano-Frankiwska (dawniej Stanisławowa). Nie warto jednak ograniczać się do oglądania fasad… nie mniej ciekawie jest od strony podwórka. O ile fasady przedstawiają widok opłakany, to z tyłu często jest całkowita tragedia i ruina… ale trudno odmówić jej malowniczości. 

To własnie w podwórkach od razu zawiązują się znajomości. W ciągu godziny trzy razy byłam pytana, czy jestem z prasy, z jakiejś instytucji, może w końcu ktoś się zainteresował, może coś wyremontują? Z okien i balkonów patrzyły na mnie pełne nadziei oczy. Jednocześnie ludzie nie wiedzą zupełnie, co ich otacza: – z którego roku jest ten dom? – Czy ja wiem, pani? Musi, pewnie ze sto lat ma. Nie wszyscy zadowoleni, że mieszkają w starym, wciąż coś się psuje, okna nieszczelne. – Mój dom z 1936 roku, a czynsz płacić każą, jak za nowy! Ludzie chętnie rozmawiają, opowiadają historie, nie zawsze prawdziwe, dowcipy nawet. – Stanisławów, wie pani, że tak się właściwie nazywa nasze miasto. Przed wojną tak się nazywało. Przed wojną porządek był, jak kanalizację kopali, to na trzech chłopa w głąb. Robotnikowi dniówkę płacili 4 złote, to cała rodzina cztery dni żyła za to (aha…). Kobiety nie musiały pracować, to i piec potrafiły, i szyć, i haftować… a teraz… szkoda gadać. 

Visit Us On FacebookVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest